poniedziałek, 28 listopada 2011

Jest taka akcja.....



Najpierw zobaczyłam wpis na FB, który wklejało na swojej tablicy coraz więcej osób. Mimo że takim akcjom - wklejankom  nie ulegam tym razem nie mogłam przecież ;>
A potem na czytanym przeze mnie blogu Pani Doroty Wróblewskiej zaczęła się dużo bardziej konkretna akcja. Konkrety - miejsca realne i wirtualne, twórcy mali i więksi ale wszystko nasze lokalne i polecane jako POLSKI PREZENT na POLSKIE ŚWIĘTA.
Zajrzyjcie, poczytajcie o akcji, zobaczcie sekcję "polskie prezenty"

A już niedługo 9-11,12 (wpadam w panikę! wpadam w panikę!!) Festiwal Sztuki i Przedmiotów Artystycznych w Poznaniu. Impreza jak najbardziej wpisująca się w temat "polskie prezenty" bo organizatorzy starają się by wystawcy pokazywali swoje prace a nie "chińskie badziewie" ( nie czepiam się Chińczyków! )

Co Wy na to? Bez ortodoksyjnego podejścia, w miarę możliwości ....
przemyślane prezenty lokalne?
Ja się postaram.
:)

sobota, 26 listopada 2011

znów zielone


Kilka postów temu były zielone kolczyki. Do kompletu miałam przygotowany kawałek ceramiki na naszyjnik. Przy okazji robienia kolczyków (na zamówienie) postanowiłam i ten kawałek przyozdobić. Nie musiał nawiązywać do kolczyków więc pobawiłam się innymi kolorami.
Szkliwo - jedno z moich ulubionych - jest niestety dosyć wredne ;) nie lubi pozować do zdjęć. 





Za to w słońcu można czasem zobaczyć delikatne spękania (bardzo lubię!)


:)

a teraz wracam do tego co mi ostatnio chodzi po głowie....
może w końcu skończę...
pik....
pik....

;)

wtorek, 22 listopada 2011

historie drzew. część druga.

Obiecywałam wczoraj historyjkę..... teraz czuję się ciut zawstydzona bo dorosłość ze mnie wyłazi, bo zdjęcia nieidealne, bo tekst niezgrabny, bo zawsze mam wątpliwości....

Ale napiszę Wam co napisałam wczoraj:

Czy macie czasem ochotę na bajkę? Tajemniczą historię, która przez pryzmat dorosłości wydaje się śmieszna, naiwna, bez sensu ale jeśli odrzucić to sztywniactwo to macie ochotę nawet uwierzyć? Bo miło jest się rozmarzyć?
I tak pod wpływem jesieni, rysunku na naszyjniku i sama nie wiem czego jeszcze wyobraziłam sobie duchy które zamieszkują drzewa.

Historie Drzew

W drzewach od zawsze mieszkały duchy. Te wyjątkowe stworzenia całą wiosnę i lato spędzają wśród liści i konarów na noc chowając się w dziuplach lub załamaniach kory. Przez cały ten okres roku zbierają siły, odżywiają się energią drzew i opowiadają historie. Latem gdy położycie się pod drzewem i uważnie wsłuchacie w świergot ptaków i szelest liści może którąś z nich usłyszycie.
Jesienią duchy się zmieniają. Robią się nerwowe, ich oczy ciemnieją coraz mniej chętnie dzielą się opowieściami. 


Gdy złapią pierwsze porządne przymrozki a drzewa zaczynają gubić liście, duchy zmieniają się w czarne ptaki i wyruszają w świat by zebrać nowe historie dla swoich opiekunów. Każdy duch by móc wrócić do swojego drzewa zabiera ze sobą medalion z  jego wizerunkiem. Przecież umysł muszą mieć czysty i pusty by na piękne ciepłe miesiące zebrać jak najwięcej opowieści. 



Gdy nastaje wiosna zmęczone wielomiesięczną niebezpieczną wędrówką, prawie całkiem pozbawione koloru, za to pełne historii wracają. 
W zamian za spokój i opiekę oddają to co znalazły. 

Czasem zdarza się niestety że duch zgubi medalion i znaleźć drogi powrotnej nie może. 
To właśnie wtedy drzewo usycha wydawać by się mogło że bez żadnej przyczyny.
...




Podstawowy tekst jak widać powyżej napisałam na normalnej kartce, świeżo zreanimowanym piórem. Ostatnio wyjątkową przyjemność sprawia mi pisanie właśnie w ten sposób a nie klepanie w klawisze. 
:)

A na koniec zagadka.
(chyba jesteście bez szans! ;>)
Na pierwszym obrazku w tym poście są wierzby i księżyc.....
Tak naprawdę nie namalowałam go. Dorysowałam tylko wierzbowe gałązki a że robiłam to wiele lat temu dorysowane są dość topornie - wybaczcie.
Cała reszta to fotografia.
Znalazłam taki widoczek na pewnym przedmiocie często spotykanym w miejskim krajobrazie. 
Kto zgadnie na jakim?
:) 



t.u.
naprawdę czuję się ciut zawstydzona. 

poniedziałek, 21 listopada 2011

historie drzew. część pierwsza.


Miodowe, czekoladowe i karmelkowe materiały zamieniły się w końcu w naszyjnik. Jesienno-smętny. Ale czy można oprzeć się wpływowi smętnej jesieni za oknem?? 
Można. Ale tym razem z przyjemnością się nie opierałam. Bo robiłam ten naszyjnik w pewnym celu ale o tym może napiszę w przyszłości. 
I nie będzie to część druga. Bo w części drugiej będzie pewna historia, która wykluła się w mojej głowie, dwa dni mi myśli przy robocie zaprzątała. Wczoraj udało mi się zrobić do niej fotki i tylko teraz umaić je muszę wg planu a historię złożyć w całość. 





Na zdjęciu poniżej "plecy" naszyjnika z jedwabiu z nadrukowanym własnoręcznie ornamentem.


Naszyjnik jest dość duży ale jak widać poniżej można go na różne sposoby skrócić i nosić wyżej.




Jak zwykle ciekawa jestem Waszych opinii.


Jest co w nich oglądać. 

:)

środa, 16 listopada 2011

poniedziałek, 14 listopada 2011

zielone.


kolczyki.
szybciutko na zamówienie zrobione. 
znów bez filozofii wielkiej.

a na wierzchu ciągle leży przygotowany do złożenia w całość naszyjnik skomplikowany. 
nad nim pewnie jeszcze "pofilozuję" trochę zanim się wezmę.
teraz znów "dziubię" coś prostego. 

poniedziałek, 7 listopada 2011

Literówka jarzynówka i inne potwory


Kilka bardzo prostych par kolczyków sprowokowało mnie do taaaakich wywodów że ho ho......







.....
Kilka dni temu pytałam czy boicie się jakiś zwierzątek. 
Ja raczej nie. Przynajmniej w panikę nie wpadam. Ale kilku bardzo nie lubię. Pająków tłustych. I tych które w lesie rozpinają pajęczynę tam gdzie człowiek po grzyby idzie. pajęczyna ląduje na twarz, pająk drapiąc chodzi po ręce.... brrrrrr
Nie lubię kleszczy bo są paskudne. Nie lubię dziwnego zwierzątka które występuje z całą pewnością w wielkopolskich lasach (w kaszubskich nie spotkałam co wcale nie znaczy, że ich tam nie ma) ... nie wiem co to za drań... podobne do kleszcza ciut, podobno lata, nie gryzie, krzywdy nie robi ale strasznie czepliwe!!!! brrrrr
Nie lubię jak mnie mrówki gryzą. 
Komarów też nie lubię......
Przez chwilę nie przepadałam za pewnymi małymi motylkami bądź ćmami -sama nie wiem co to jest - lepidopterologia jest mi nieco obca. Małe to to w lesie spotykane, białe a jak zwinie skrzydełka wygląda jak mały biały patyczek. Zaatakowało takie moje ucho i  w nim chwilę tupało!! Głosy słyszałam!!!
Po tym zdarzeniu przekonana jestem, że wariaci którzy do siebie gadają muszą mieć ćmy w uszach ;)

To że nie wiem jak się wredne małe stworzonko nazywa trochę mi przeszkadza. 
Bo lubię od czasu do czasu coś dla siebie odkryć. A to dokarmiając ptaszka tłustymi robalami wykopanymi z ziemi dowiaduję się, że karmię samca pleszki larwami chrząszcza majowego, a to odkrywam dla siebie dzwońca czy innego paszkota. 
W czerwcu tego roku poznałam osobiście zmrocznika gładysza.
To ten na zdjęciach poniżej. 
Siedział w miejscu w którym mógł mu pies zaszkodzić więc postanowiłam przenieść go w inne, bezpieczniejsze oczywiście przy okazji robiąc mu serię fotek....



.... kiedy wylądował w tym bezpieczniejszym miejscu zaczął dygotać. Trząsł się okropnie, wpadłam w panikę że zrobiłam mu krzywdę ale chyba to była taka malownicza rozgrzewka przed lotem w siną dal :D

Kiedy już na podstawie zdjęć szukałam stworzonka w książce moim oczom nie mogła umknąć nazwa ćmy na tej samej stronie - czyli mojej tytułowej "literówki jarzynówki", która w innych książkach występuje pod nazwą "błyszczka jarzynówka" czemu taka rozbieżność nie wiem.

Przed chwilą szukając nazw motylich i większej ilości wiadomości eksplorowałam książkę, którą ostatnio od Kasi dostałam. Cuuuudo mówię wam. :D
"Świat Zwierząt" Państwowego Wydawnictwa Rolniczego i Leśnego z 1989 roku
Nie, nie ma w niej pięknych zdjęć.... ale jakie fajne rysunki.
Oj wykorzystam je.
Z całą pewnością......
Tak tę książkę zwiedzając a właściwie tylko fragment z motylkami natknęlam się na kilka fascynujących nazw....
tantniś krzyżowiaczek
wystrój wężowiaczek
koszówka murzynka
skośnik jabłoniaczek
wydłubka oczateczka
przylepek wielożerek
.... i całe stada innych....
trafiłam też oczywiście na zmierzchnicę trupią główkę .... ciąg skojarzeń działał dalej .... przypomniały mi się kryminały Joe Alexa czyli Macieja Słomczyńskiego i oczywiście "Cichym ścigałam go lotem" . 
Chyba mam ochotę je sobie przypomnieć :)


a czy ktoś z Was wie co znaczy że się "ćmę połknęło"
u mnie w domu się tak mówi.
u Was też?


.....

ciekawe jakie to motyle na moich kolczykach wylądowały

.....

ależ się rozpisałam :)

niedziela, 6 listopada 2011

i jeszcze jeden....

.... fascynator. 
Też na wariata. Ale się podoba nowej właścicielce :D
Miałam zrobić go wczoraj wieczorem.... patrzyłam tępo w stół zarzucony materiałami, piórami, koralikami i nic znośnego mi się w głowie nie układało. 
W końcu jak już stwierdziłam że mam dość coś błysnęło. Złożyłam odpowiednie pióra.... a resztę zrobiłam dziś rano. 

A tak przy okazji powstały nowe nazwy dla ozdobnika zwanego fascynatorem :D
Po pierwsze - podniecacz.
Po drugie - ekscytator.
Co Wy na to?
;)


piątek, 4 listopada 2011

fascynator na gwałt potrzebny!


Tak mniej więcej praca nad tymi pięcioma ozdobnikami wyglądała. Wariactwo. Bardzo mało czasu (najpierw musiałam ogarnąć anioła), pióra wszędzie, klej, nici, prasowanie, szycie.... i tak do 2 w nocy.
Nie są doskonałe. Ale na szczęście niedoskonałości w większości schowały się od spodu :D
Zabrakło też niestety czasu na porządne fotki. Za oknem mglisto i ponuro a z rana dostarczyć musiałam anioła do szpitala zaś ozdobniki do hotelu ;>
Zobaczymy co powiedzą nowe właścicielki.









a w nocy dopiero gdy skończyłam zabawę, zaczęłam gasić światła zobaczyłam jak malowniczo jest na dworze.

:)

a na koniec pytanie w związku z tym co planuję niedługo.
boicie się jakiś zwierzątek? w sumie niegroźnych?
;>


anioł

Kumpela poprosiła mnie o anioła. 
Na owalnym obrazku.
Owal to nie problem ale anioł jakimś problemem był. 
Miał być na poważnie a nie jajcarski - uf....
Nakombinowałam się przy nim a termin był krótki.
Znalazłam sobie inspirację, zlikwidowałam trąbkę, dałam kwiatka, uprościłam, nos za duży wyszedł, skrzydła za mało widać - bałam się przedobrzyć. 
Jest anioł. 
Zdążyłam.



Teraz usiłuję zdążyć znowu.
Pięć fascynatorów, informacja że mam co najmniej jeden dzień mniej.....
Właśnie kończę ostatni, na oczy ledwo widzę (zaskakujące ;>) ale zdążę. 
Rano zrobiłam fotkę składników jednego z fascynatorów....
teraz na tym stole nic już się chyba nie zmieści. 
Nie tylko na stole :D