środa, 13 lipca 2011

...


Niby jak zwykle wpadam w szaleństwo przed Jarmarkiem, niby pracuję od rana do nocy a jakoś tak nie mam mocy a wszystko pod górkę. 
Co z tego wyniknie??




sobota, 9 lipca 2011

gimnastyka ;)


Te kolczyki chciały mnie wykończyć. Nieziemsko się dziś nagimnastykowałam żeby zrobić im fotkę, na której będzie widać piękne szkliwo, bladozielone z brązowymi przebarwieniami, ciemnozielone koraliki i fioletowe które na żywo wyglądają jakby były podświetlone ultrafioletem oraz kilka innych szczegółów . Robiłam zdjęcia w pełnym słońcu, w cieniu, od północnej strony i od południa, z filtrem, bez filtra..... skończyłam leżąc pod kaloryferem bo tylko w tym miejscu efekt zapowiadał się obiecująco i tylko tam nie zasłaniałam sobie światła. 
Znów nie jest idealnie. ....



.... ale za to bardzo mi się podoba fotka jednego z fragmentów rzeczy nad którą teraz między innymi pracuję. Te kolory wyglądają dobrze :D 


piątek, 8 lipca 2011

jeszcze raz na strychu.


Kolejna próba zrobienia zdjęć na strychu. Ciągle nie jestem całkowicie zadowolona z efektu. Może znów zaszkodziło moim koncepcjom to, że nie wyrobiłam się wtedy kiedy świeciło słońce i znów robiłam fotki w "mrocznych" okolicznościach.
Nic to. Nie mam czasu przesadnie kombinować i bawić się. Musi być jak jest.
W tej chwili mam na warsztacie tyle rzeczy, że czasem wpadam w taką paranoję, że wydaje mi się, że czas poświęcony na pitraszenie obiadu jest strasznie zmarnowany. 
Dziś skończyłam kolczyki których fotki są tak makabryczne, że jednak zrobię kolejne i ten zestaw, który teraz pokazuję. 
Kolczyki i dwa naszyjniki. Jeden skromny a drugi na bogato. 
Ceramika i len.
Powieszone na strychu kojarzą mi się z suszącymi się pękami ziół. 
:)



niedziela, 3 lipca 2011

jedwab i len

Na bazie tego samego pomysłu co w poście poprzednim powstał kolejny zestaw. Naszyjnik i kolczyki. Połączenie jedwabiu i lnu. 
Bardzo prosta, mało kolorowa historia tym razem.
Coś ostatnio pokazuję na zmianę rzeczy bardzo kolorowe i monochromatyczne. Taki kolorozmian ;)


A w środku oczywiście "niespodzianka"
Tym razem ceramiczna.
(siostro dzięki za współpracę! nie musiałam się wyginać jedną ręką trzymając naszyjnik i usiłując złapać dobry kadr :))




Powinnam rzucić się na lepienie ale jakoś nie mam zapału. 
Potem znowu będę szalała i robiła wszystko na ostatnią chwilę. 
Pierwsze objawy szaleństwa już są. Wczoraj myślałam że jest niedziela. Dziś że poniedziałek, wybierałam się do banku, na pocztę..... rozmowa telefoniczna z siostrą wyprowadziła mnie z błędu na szczęście zanim poszłam. :)
Zawsze to lepiej w tę stronę. Zyskałam jeden dzień :D
ech....


piątek, 1 lipca 2011

z japońskiego na własne


Któregoś miłego dnia zajrzałam na blog Porannej i obudziło się we mnie wspomnienie. W czasach odległych - gdy byłam małą dziewczynką - lubiłam robić różne dziwne rzeczy z papieru. Ktoś - nie wiem kto - nauczył mnie robić ze starych pocztówek, składające się z trzech części pudełeczko....
Wpis Porannej nie tylko obudził wspomnienia ale i uświadomił mi pochodzenie tej formy (kai no kuchi - japoński pojemniczek do przechowywania naparstków). 
W głowie pojawiło się natychmiast milion pomysłów a to co dziś pokazuję to jeden z nich. 
Taki przekład z japońskiego na moje.

Dziś komplecik udało mi sie skończyć a zdjęcia mimo ponurych warunków i niewielkiej ilości światła postanowiłam zrobić na strychu. Miałam chyba zwyczajne ochotę na inne tło. Niestety mimo współpracy ze statywem, wężykiem, dużą dozą cierpliwości zdjęcia wyszły w większości ruszone (wiało od jedynego źródła światła jakim jest małe okienko)
Ale i tak kilka pokażę. A strych jeszcze kiedyś wykorzystam :D




Po zgraniu fotek wyszło, że niewiele mogę pokazać więc przeprosiłam moje ulubione tło i zrobiłam fotki na których coś widać :)

Kolczyki:


i naszyjnik.....


z niespodzianką :D


Będąc na strychu nagrałam jeszcze krótki filmik pokazujący jak się dobrać do niespodzianki :)




A na koniec "cyknęłam" fotkę z odbiciami w malowanych przez sąsiada oknach :)






środa, 29 czerwca 2011

Karmel


A miało być tak pięknie..... zdjęcia na plaży, na rozgrzanym piasku, widok na błękitną wodę, spacer.......

Obiecałam babci spacer a jako że pozazdrościłam Magdzie jej fotek na piasku postanowiłam połączyć obie "sprawy". Dziś zapowiadał się dobry dzień. Pogoda - piękna, mocno ciepło ale jeszcze nie obezwładniająco. Na niebie żadnej chmurki. Start miał być wczesny żeby uniknąć tłumów (brrrr.... nie lubię lata na plaży właśnie z tego powodu. Poza tym i tak się nie opalam.) no i zaczęło się..... stanie w korkach. Teoretycznie powinnyśmy dojechać w pół godziny. Po dwóch godzinach nie byłyśmy nawet w połowie drogi. Poddałyśmy się i wróciłyśmy .... z wielką przyjemnością. Cóż.... chłodny dom, przewiewny ogród, pyszny obiad i ciasto z truskawkami sprawiły nam więcej przyjemności niż stanie w korku w samochodzie pozbawionym klimatyzacji (na co dzień mi to nie przeszkadza ale w korku - czysty koszmar)
Tło dla naszyjnika postanowiłam znaleźć bliżej. W miejscu do którego nie prowadzą zakorkowane ulice czyli we własnym ogródku. 
Na piasku też kiedyś będą. 
Może jesienią.


Naszyjnik wykonałam z własnego kawałka ceramiki, sutaszowych i koralikowych haftów. Podszyłam własnoręcznie barwionym jedwabiem.
Całość zawiesiłam na osobiście wykonanym koralikowym "wężu" - Werka dzięki Ci wielkie za naukę! 

Nie mogę się oprzeć - ta piosenka mi się kojarzy!



A na koniec się pochwalę. Odwiedziły mnie miłe dziewczyny i takie cuda mi przyniosły:

Jola - faktury

a Kasia - kolory

Dziękuję Wam bardzo jeszcze raz. 
Będę się bawić!

piątek, 24 czerwca 2011

MI


Przyszła pora na fascynatora!
(a co mi tam, zrymowałam sobie ;))

Tym razem to Mi. Wymyśliłam jej imię bo żadne "normalne" mi jakoś nie pasowało. Dlaczego Mi? bo Mi jest jak MIkstura różnych orientalnych wątków. 
Bo brzmienie tego "imienia" jest jakieś takie azjatyckie. 
A właśnie takie klimaty w głowie mi się zalęgły gdy w strasznym upale na poznańskim rynku szkicowałam w czerwonym notatniku. 
Oczyma wyobraźni widziałam wyplatane kapelusze z Japonii, Chin, Wietnamu i Indonezji, wiedziałam że będę używać duuuużo jedwabiu.... dorzuciłam ozdobę fragmentami zbudowaną jak kanzashi (ale nie używałam kleju tylko wszystko zszywałam) a częściowo tylko kanzashi inspirowaną. 
A potem (a właściwie dziś) robiąc zdjęcia dalej szalałam z miksowaniem Azji.
"Ubranko" które udaje kimono skonstruowałam z balijskiego batiku, szalika z sh, oraz części tradycyjnego balijskiego stroju przywiezionego przez mamę ponad 40 lat temu (zawsze byłam przebrana za balijkę na balach w podstawówce :D)
Za mną w tle też batik. 
Był jeszcze "pas" z amarantowego jedwabiu kilka dni temu znalezionego w sh ale po kadrowaniu się nie załapał za to tkanina ta stanowi tło dla zdjęć samego fascynatora. 
  
Jak zwykle ciekawa jestem ogromnie co myślicie o takim miksowaniu i jego efektach.






:)

następne produkcje już w toku....
tym razem klimaty nasze.

....miód gryczany....

wtorek, 21 czerwca 2011

kwiaty



Skończyło się bywanie w miastach różnych.... wróciłam do siebie i coraz porządniej myślę o Jarmarku Dominikańskim. W panikę jeszcze nie wpadam. ale pewnie bez paniki się nie uda.
W czasie pobytu w Poznaniu troszkę się nudziłam.... co zrobić gdy się nudzi? Czytać. Albo wymyślać i najlepiej zapisać lub narysować to wymyślone.
W notatniku pojawiło się sporo "bazgrołów". Czyli za jakiś czas będą rzeczy całkiem nowe.
Jedna już w "produkcji". Co prawda wczoraj mimo zapału do pracy szło mi wyjątkowo źle - szyłam i prułam, szyłam i prułam, i prułam, i prułam.....
Za to dziś z samego rana pierwsze zszywanie od razu dało pożądany efekt.
Mam nadzieję że niedługo pokażę efekt końcowy.

W międzyczasie wymiętoliłam kilka kwiatków jedwabno-filcowych.
Może nieprzesadnie lubię je robić, ale za to lubię szczególnie w nich te miejsca gdzie jedwab się z wełną przenika.




Kwiaty wg mojej koncepcji służą do wpinania we włosy ale oczywiście potraktować je można również jako broszki czy cokolwiek innego.