sobota, 6 sierpnia 2011

...J.D....


Dzisiejszy dzień na szczęście obył się bez dziwnych zjawisk. 

Za to z rana mogłam sobie pooglądać piękne chmury (fotka poniżej) a trochę później choć przez chwilę na żywo a potem już tylko na fotce uroczą dziewczynę w nowo zakupionym kapeluszu :D (powyżej) 


piątek, 5 sierpnia 2011

bardzo się dziwię....



Dzisiejszy dzień jarmarkowy był dziwny od samego początku. Niemal każde dziecko robiło aferę, a to o niekupione bajki, a to o "zły" kierunek marszu albo tak po prostu. Ja o mało nie oszukałam finansowo klientów, na szczęście oni na wesoło to potraktowali, ja się zawstydziłam, przeprosiłam i było wesoło. potem... o mało nie wykonałam takiego samego numeru. Naszyjnik, który mam na warsztacie prułam i dziergałam, prułam i dziergałam.....
Potem przyszedł szalony perkusista który owszem grał świetnie na wiadrach i pokrywkach ale robił to piekielnie głośno i co gorsze długo.
....
W końcu wybrałam się po obiad i do pasmanterii a kiedy wróciłam dowiedziałam się jak bardzo dziwny jest ten dzień.....

W czasie kiedy mnie nie było, na horyzoncie pojawiły się cztery jednostki płci męskiej z pewnego skandynawskiego kraju.
Jednostki te były pod poważnym wpływem trunków z procentami i agresywne...
Uczepili się naszych stoisk i próbowali kupić coś za pół ceny. 
Ostatecznie nabyli mój kafel z rybą (duży z ładną rybką koi) w cenie normalnej, kafel został porządnie zapakowany a kiedy trafił do rąk nowego właściciela malowniczym lotem (zamierzonym!!) wylądował w Motławie (dla nie znających Gdańska - Motława to taka rzeczka która snuje się przez miasto). 

Ręce mi opadły.
i się dziwię.

(na fotce Motława. dziś przywiało rzęsę)

(kafel zapakowany min. w torebkę strunową przez jakiś czas podobno pływał wierzchem :) )

ciągle się dziwię.

środa, 3 sierpnia 2011

zielony ornament


Powyżej ostatnio dokończony naszyjnik.
Lubię takie połączenie kolorów.
Kolejny już "na warsztacie".

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

postraszyło....


oj, postraszyło deszczem dziś.
Na szczęście szybko chmury zmieniły się na mniej deszczodajne. 

A w wolnej chwili wybrałam się na starocie. Po drodze spotkałam Gosię w moich kolczykowych ptaszynach :D

o tych:

:)

nowe ptaszki i kolejny dzień Jarmarku


Pędzę! 

Dziś wykończyłam nowe ptaszki - koguciki
(to stwierdzenia jest wieloznaczne hłe hłe ;>)
i zaraz pędzę na moje stoisko które wczoraj koło południa wyglądało tak:


:)

piątek, 29 lipca 2011

Jarmark.

Robi mi się mała tradycja ( w głowie od razu słyszę chór ze "Skrzypka na dachu" śpiewający - Tradition!!!) tuż przed jarmarkiem musi być fotka lodówki, magnesów i notatki od kiedy do kiedy.
Dziś się rozpędziłam.
Przypięłam jeszcze informację gdzie ;)


Na szybko zrobiłam jeszcze kilka fotek min dwóch naszyjników z koralików, ozdobionych kokardkami. 


Jeszcze ostatnie rzeczy spakuję, jeszcze chwilę się po-miotam - czego zapomniałam!? czego??  - i pomaszeruję spać. A od jutra będę przez trzy tygodnie spędzać czas na bruku. :)

czwartek, 28 lipca 2011

Żuławy

Zapowiadałam depresję..... i jest. Ale tylko w sensie geograficznym.

Tu gdzie mieszkam, mam tuż obok morze (a właściwie zatokę), Kaszuby co mają w sobie wszystkiego po trochu - górki, jeziora, rzeki, cuda wianki i jest pięknie a z drugiej strony krainę płaską jak deska w dodatku częściowo położoną poniżej poziomu morza. To co wystaje powyżej powiedzmy sobie szczerze też duże nie jest. Moja encyklopedia nie wyraża się w tym temacie ale gdzieś wyczytałam że niewiele ponad 10 m n.p.m.
Żuławy kojarzą mi się z jesienią. Z mgłą, ogłowionymi wierzbami i mieszkającymi w nich duszkami, demonami, lamiami. Melancholią....
Wiatrakami, domami podcieniowymi, polami.
Ciągle dobrze nie pozwiedzałam tych okolic. Trzeba będzie w końcu to zrobić. Tym bardziej że marzą mi się tam zdjęcia (tylko zrobić to co na nich chcę pokazać, tylko znaleźć wspólnika.....), że pooglądałabym porządniej domy podcieniowe - przepiękne! i parę innych rzeczy których nigdy nie widziałam.

Naszyjnik dziś udało mi się skończyć a na nim oczywiście żuławska wierzba jesienią. 





To co działo się za oknem, te chmury co niemal haczyły brzuchami o drzewa, co chwilę padający deszcz... aż trudno uwierzyć że to środek lata.
Ktoś stwierdził całkiem trafnie - LIPCOPAD.


ćwir, ćwir, ćwir.


Najnowsze ćwiry wykończone.
Kolejna kawa właśnie przecisnęła się przez maszynkę, rzucam się z powrotem na robotę. 
A wieczorem będzie, jeśli oczywiście się wyrobię, między innymi o depresji......





:)