Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 października 2019

Teodor - Broszkot.


Jesień przyszła, nie da się tego przegapić. Pojawiły się grzyby, chłodek, deszcze, liście zmieniają barwę i w swetry chętnie się otulamy.
Z tego powodu uszyłam, wydziergałam prototyp nowej rodziny Broszkotów na miękko.
Teraz tylko zastanawiam się czy się spodoba i czy moc mnie nie opuści i rodzina powstanie ;)



Broszkot to kot który jest broszką. 
Jedyne twarde elementy to zapięcie, oczęta z cekinów i usztywnienie "ciała" obszyte tkaninami.

Teodor dokładniej skała się z kilku tkanin (jedwab, bawełna, wełna) oraz swetra który mu wydziergałam z włóczki najprawdopodobniej wełnianej (nie znajdę składu na pewno bo to skarby z dawnych czasów ale tak na oko, dotyk to wełna)


Choć nie jest bardzo mały (wzrost - 8 cm, szerokość - 5 cm) to jest bardzo lekki. Waży zaledwie 9 gramów. Nie obciąży swetra lub szala.

Ma jeszcze jedną ogromną zaletę - miziaste brzegi uszu. ;)
Kogo kusi mizianie uszu Teodora?
:D

wtorek, 22 stycznia 2019

Na słodko z pomponem


Poprzedni kot - broszka kojarzył mi się z kocurem a tu z całą pewnością mamy kotkę. Subtelniejsza od kolegi w amarantowym swetrze z włochatej włóczki z dwubarwnym pomponem. 






A może na granatowym swetrze lepiej niż na szarym?



poniedziałek, 21 stycznia 2019

Swetry są dobre na wszystko.


Swetry są dobre na wszystko.
Gdy zimno czy smutno sweter na ramiona, przytul kota. A jeśli kota brak, przytul kota w swetrze ;)
Bo kot w swetrze to ciepło do kwadratu, wiadomo.


W końcu wróciłam do kociaków - broszek, które zaczęły powstawać bardzo dawno temu, pisałam o tym gdy prezentowałam Wam pierwszego (o tu), potem pokazałam drugiego (o tu), potem nastąpiła przerwa a teraz ma dla Was dwa koty.
Dziś ten bardziej stonowany, jutro będzie bardziej puchato i kolorowo.




Broszko-kot ma haftowany na jedwabiu pyszczek, ubrany jest w sweterek który sama mu zrobiłam. Jest bardzo lekki, waży 5 g .


A może do szarego swetra lepiej?




czwartek, 21 czerwca 2018

Pomponik.


Uwaga! Uwaga!
Ogłaszam alarm cukrowy!
Stężenie słodkich barw przekroczyło wszelkie moje normy.
;)


Tak, ci którzy zaglądają to raczej wiedzą że pastele to nie moja bajka ale czasem muszę coś takiego zrobić. Jeszcze barwy kociego futra są całkiem bliskie moim upodobaniom ale ten sweter to już przesada ;)
A na dokładkę pompon.


Koci pyszczek wyhaftowałam na jedwabiu nićmi, które kiedyś, wiele lat temu sama farbowałam. Wyszły mi takie pastelowe kolory, które z niczym mi nie grały. Wtedy potrzebowałam czegoś ciemniejszego. W końcu nadszedł ich czas. 
Sweter i pompon to oczywiście też moja robota.


Broszka jest drugą z tej serii, która miała szybko powstać w listopadzie zeszłego roku. Pierwszą pokazywałam w marcu -> "Kot na swetrze w swetrze" 
Tempo mam szalone :D
Zostały mi jeszcze dwa koty do wykończenia. Teraz głównie zajmuję się lepieniem z gliny co możecie obserwować na FB i Instagramie ale wieczorami kiedy już całkiem mam dość, siadam wyciągam igły, nici i powolutku działam. Może przed końcem roku skończę ;)


poniedziałek, 26 marca 2018

Kot na swetrze w swetrze.


W ogóle nie planowałam dziś żadnego wpisu, żadnych zdjęć, żadnego chwalenia się.
Z najnowszym rysunkiem muszę poczekać - będzie niespodzianką.
To nad czym aktualnie pracuję - dziwny naszyjnik - tak nazwijmy to na razie, zajmie mi jeszcze sporo czasu. 
Zielone kolczyki wciąż nie mają zdjęć.

Żeby ruszyć dalej z naszyjnikiem musiałam zwolnić jednak mały tamborek a na nim od listopada siedziały niedokończone haftowane koty. Wymyśliłam je sobie jesienią jako taką szybką, fajną robótkę ale choć fajna to już przy pierwszym kocie okazało się, że szybko nie będzie.
Powstała wtedy, w pewnym sensie w zastępstwie, seria ceramicznych broszek oczywiście kocio-swetrowych ;) (Tu można je zobaczyć -> "Okocenie")
Odpuściłam zatem ten pośpiech i haftowałam tylko wtedy gdy zdarzało mi się usiąść przed telewizorem (czyli nieczęsto). 
Ostatecznie wczoraj dokończyłam haft późnym wieczorem i zostawiłam na biurku.
Rano zadziałał jak prowokacja - przecież muszę zobaczyć czy to mi w ogóle się uda, muszę sprawdzić czy pamiętam jeszcze jak się robi na drutach (ohohoho jak dawno ostatnio to robiłam!), czy pamiętam jak oczka prawe powstają, jak lewe.
No i jak już skończyłam to z rozpędu złapałam aparat, zrobiłam zdjęcia i oto kociątko. 


Kot - broszka ma haftowany na jedwabiu pyszczek. Ten haft to kompletna improwizacja. 
Sweter udziergany własnoręcznie.
Wzrost niewielki - 6 cm.
Waga super lekka.
:)



W planie są jeszcze trzy takie koty, przynajmniej tyle łepków wyhaftowałam, ale spróbuję najpierw dokończyć "dziwny naszyjnik". 
;)

środa, 9 listopada 2016

Czerwień i czerń.


Dawno nie haftowałam! I tym razem, chyba jak zwykle, zrobiłam to z przyjemnością. Na czerwono-czarnym własnoręcznie farbowanym jedwabiu, tylko z małym szkicem ptaszka i gałęzi na kartce papieru. 
Gotowy haft oprawiłam w koraliki i zawiesiłam na splecionej, jedwabnej taśmie. 





Wciąż mam chęć na hafty. I na rysunki. I na jeszcze tyle rzeczy! 
Czasu za mało.
:D

czwartek, 23 lipca 2015

Czarna Ryba


Tak naprawdę ta ryba wcale czarna nie jest tylko w kolorze bardzo gorzkiej czekolady ale tak sobie o niej mówiłam od początku i już się tego określenia pozbyć nie mogę.


Namieszałam w nim składników co niemiara jak jakaś wiedźma w kotle. Od dołu patrząc widzimy najpierw czarny, skórzany chwost z czapeczką wyplecioną z koralików (chwost własnoręcznie robiony, a jakże). Następnie koralik ceramiczny podłużny i mały okrągły w kolorze gorzkiej czekolady. Kolejny koralik ten tuż pod rybą to bursztyn który przyjechał do mnie ze Skarbów Natury - do ryby pasuje idealnie ;)) . Ryba następna w kolejce a nad nią znów ceramiczne koraliki, mały jak gorzka czekolada i błyszczący nie całkiem gładki. Nad nimi dwie jedwabne "poduszeczki". Obie z własnoręcznie barwionego jedwabiu, ozdobione haftem, koralikami, bajerami i maleńkimi fasetowanymi minerałami w kolorze czarnym też ze Skarbów (nie mam pojęcia co to za kamienie ale ze wstępnych ustaleń wynika, że muszą to być albo spinele albo onyksy). Na deser, nad górną "poduszeczką" coś w rodzaju przekładki wyplecionej z koralików. 
Uf. To chyba wszystko.
I nawet zdążyłam zrobić zdjęcie z człowiekiem choć trochę poszłam na łatwiznę - obyło się bez makijażu a podobne ustawienie już się kiedyś pojawiło. Cóż... może nie pamiętacie ;))
Oczywiście naszyjnik można nosić i z przodu.
:)





Ps. Mapka i wszelkie informacje Jarmarkowe powinny niedługo pojawić się w zakładce "Jarmark Dominikański 2015" tuż pod zdjęciem na samej górze blogowej strony.

wtorek, 21 maja 2013

Stare koronki



Wiosna czasem nastraja mnie na pastele. Mam wtedy ochotę coś jasnego, bladego, lekko cukierkowego zrobić. A potem już wracam do normy ;)

Wymyśliłam sobie opaskę z koronek, zdobioną matowymi cekinami, delikatnym haftem, odrobiną koralików, guzikami z masy perłowej. Gdzieś po głowie pętały mi się grafiki Muchy, delikatne melodie na fortepianie i klimaty ze starych zdjęć (mam taki mały zbiór na Pintereście)

Opaskę skończyłam 8 maja .... i zapadłam na niemoc fotograficzną. 
Trzymało mnie długo.

A wczoraj... po pracy, gdy wróciłam do domu, okazało się że włosy wyglądają odpowiednio retro (cały dzień były spętane niezbyt porządnie a zwinęły się nieźle ;>) i choć twarz zmęczona klimatyzacją, za oknem buro a czasem burzowo to nie tylko zdjęcia zrobiłam ale nawet film. 
Zaszalałam ;)
Niestety nie wszystkie filmy chciały mi się załadować, więc jest w ostatecznym "produkcie" mniej szczegółów niż bym chciała na rzecz dłużyzn. Popełniłam rekord - przekroczyłam minutę ;)
Czy aby nie przesadziłam?




Kolory w filmie jak się pewnie domyślacie przesadnie wierne nie są więc poniżej kilka zdjęć Koronkowej Opaski takiej jaka jest na żywo.




Ps. Tak sobie pomyślałam, że opaska równie fajnie sprawdzi się jako ozdobny pasek np do letniej sukienki...

:)

niedziela, 3 marca 2013

O Fortuno


Tytuł dzisiejszego posta nie ma wiele wspólnego z tym co na zdjęciach czyli najnowszym naszyjnikiem.
Ale o tym za chwilę. 

Na początek o naszyjniku. 
Niezmiennie miksuję sobie kilka technik: ceramiczne "oczko" ubrałam w sutaszowe tasiemki i różne koralikowe techniki - trochę haftu, trochę szydełka, ścieg peyote też się pojawił. 



Na poniższym zdjęciu zapięcie. 


Tak, wiem zdjęć tym razem sporo, ale i dużo szczegółów które ładnie w słońcu dzisiejszym się zaprezentowały.






Tył podszyty bordowym jedwabiem wygląda jak na poniższym zdjęciu.


A tytuł posta?
Wziął się z braku pomysłu na nazwę naszyjnika oraz piątkowego planu na dzisiejszy wieczór. Z planu nic nie wyszło ale i tak mi gdzieś po głowie ciągle chodzi. 
Chcieliśmy się wybrać z przyjaciółmi do Filharmonii Bałtyckiej na "Carmina Burana" (ni hu hu nie wiem jak to odmienić ;) łaciny uczyłam się tak dawno...), niestety zabrakło biletów.
Zanim dowiedziałam się, że niestety plan nie wypalił, pomyślałam że okazję wykorzystam i jak już będę "wystrojona", uczesana i z całą iluzją na twarzy to przy okazji założę naszyjnik i będę miała fotki. 
Niestety Fortuna inaczej losem pokierowała, dziś w planie szkliwienie a poranne słonko, zanim zjadłam śniadanie, skusiło mnie do zrobienia zdjęć.

Może na koncert założyłabym aksamitny żakiet ?


Na koniec troszkę muzyki:
"O Foruna", "Carmina Burana" Carl Orff.



a dla ciekawskich tekst w wersji oryginalnej i przetłumaczony - KLIK


ach i oczywiście pytanie:
Jak Wam się podoba?
:D