Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szycie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 października 2019

Teodor - Broszkot.


Jesień przyszła, nie da się tego przegapić. Pojawiły się grzyby, chłodek, deszcze, liście zmieniają barwę i w swetry chętnie się otulamy.
Z tego powodu uszyłam, wydziergałam prototyp nowej rodziny Broszkotów na miękko.
Teraz tylko zastanawiam się czy się spodoba i czy moc mnie nie opuści i rodzina powstanie ;)



Broszkot to kot który jest broszką. 
Jedyne twarde elementy to zapięcie, oczęta z cekinów i usztywnienie "ciała" obszyte tkaninami.

Teodor dokładniej skała się z kilku tkanin (jedwab, bawełna, wełna) oraz swetra który mu wydziergałam z włóczki najprawdopodobniej wełnianej (nie znajdę składu na pewno bo to skarby z dawnych czasów ale tak na oko, dotyk to wełna)


Choć nie jest bardzo mały (wzrost - 8 cm, szerokość - 5 cm) to jest bardzo lekki. Waży zaledwie 9 gramów. Nie obciąży swetra lub szala.

Ma jeszcze jedną ogromną zaletę - miziaste brzegi uszu. ;)
Kogo kusi mizianie uszu Teodora?
:D

piątek, 1 czerwca 2012

nie mam w co się ubrać! ;) czyli kolejna reanimacja.


Czasem nie przejmuję się ubraniem.... ale czasem nie mam nic w szafie! ;)
nie mam żadnych butów! ;)
nie mam torebki! ;)
a włosy są wredne!! (no te to zazwyczaj ;D)

Dziś jeszcze nie wiem w co się ubrać na koncert. 
Poważny.
Miałam chętkę na tę świeżo zreanimowaną kieckę ale dziś na Zimnej Wilgotnej Północy jest zaledwie 11 stopni i pada deszcz.
To że pada akurat mnie cieszy bo sucho było niemiłosiernie i bałam się o moje ogródkowe roślinki ale jak tak zimno będzie to mi mizuna czy inna portulaka zmarznie!! ;>

Wrócę do tematu kiecki.
Kupiłam ją jakiś czas temu i byłam nadzwyczaj zadowolona przez chwilę. Bo lubię czarne sukienki, bo idealny rozmiar dla mnie, bo czerń czarna a nie spłowiała (zdjęcia rozjaśnione by było widać o co chodzi), bo ładna koronka, bo krój fajny.....
niestety szybko się okazało że koronka na rękawach, niepodszyta płótnem jak reszta sukienki, po prostu nie wytrzymała "napięcia.
Stare rękawy wyprułam zatem, wg nich skroiłam nowe (z innej starej sukienki) dodałam im trochę objętości robiąc małe zakładki. 
Na koniec uszyłam z tego samego materiału cienki pasek.








No i jest dobrze. Odzyskałam sukienkę.... ale ciągle nie wiem w co mam się ubrać!
Ratunku!
:D

A kolejny wpis zapowiada mi się soczyście, kolorowo... taki jest plan, tak w głowie mi się układa.... ale to za "chwilę".


niedziela, 22 kwietnia 2012

Torba testowa


W ramach testów (bo sobie chcę uszyć trochę inną i koleżance też) uszyłam torbę. 
Chyba to moja pierwsza. Jeśli wcześniej jakieś popełniłam to tego nie pamiętam czyli było to dawno :)
Szyta była z materiałów wykopanych w rodzinnym archiwum. Na dokładkę bez wykroju tylko tak trochę na oko. 
Przód jak widać powyżej jest bardzo prosty.
Z tyłu jedna kieszonka zapinana na zamek. 


W środku bardzo kwiecista podszewka....


pętelka np. do przypięcia kluczy (oj... nieostra fotka... ),


jedna kieszonka na zamek i druga bez zapięcia, która na zdjęcie się nie załapała.


Torbę udało mi się dziś rano wykończyć i zabrać ją na wycieczkę do Gdyni z której to wycieczki relację fotograficzną wrzuciłam na drugiego bloga.
Torba egzamin zdała bardzo dobrze z małym minusem.
Minus to drobiazg. Ciut więcej przyszyć, ciut inaczej wszyć podszewkę, dodać zapięcie, które specjalnie pominęłam i będzie dobrze. 
Za to bardzo dobrze to - wygodna i co najważniejsze bardzo pojemna - aparat, parasol, wszelkie drobiazgi, których noszę niemało... a potem jeszcze porządne zakupy!!

:D

niedziela, 15 kwietnia 2012

sukienka na rozgrzewkę ;)


Za porządne szycie (tzn większych rzeczy niż skrócenie czegokolwiek) zabierałam się od dawna. Właściwie to zbierałam się do powrotu bo mam już na swoim koncie jakieś kiecki, spódnice, spodnie nawet ale robiłam to w zamierzchłych czasach. 
Na pierwszy ogień poszła sukienka - bo na nie mam ostatnio ogromną chętkę. 
Nie wiem czy to był dobry pomysł żeby to była akurat ta i z tego materiału ale jakoś przebrnęłam.
Problemów było kilka. Po pierwsze sam wykrój był przygotowany na tzw "małe kobietki" a ja krasnalem nie jestem. trzeba było powiększyć. Po drugie model 128 z Burdy 5/2011 ma "wór" na plecach co mi się nie podobało a materiał który miałam dodatkowo całkiem się do tego nie nadawał (dość sztywny kojarzący się z jeansem). Trzeba było te plecy zmodyfikować - mogło wyjść lepiej ale sobie wybaczam ;)
Sztywny materiał zmusił mnie ostatecznie do zrezygnowania z kołnierzyka co przyjęłam z lekkim żalem. Bo lubię kołnierzyki. 
Potykałam się jeszcze wielokrotnie, przy czym tylko się dało. Na szczęście sukienka ma być taka do biegania na co dzień więc na niedociągnięcia przymykam lekko oko ;)

Dziś zrobiłam jej kilka zdjęć z różnymi dodatkami - tak trochę na wyrost bo pewnie nosić ją będę w wersji bardzo prostej.
(chyba wolałabym fotkę jej zrobić na manekinie ale drań ma ze dwa rozmiary mniej niż ja więc kiecka wisi na nim jak szmata.... rozmarzyłam się ... ach mieć manekina regulowanego.... i jeszcze jednego takiego który wygląda.... ach.... ten którego używam nie dość że niezbyt ładny to nie mój)

1. wersja z "trampkami", apaszką na głowie i granatową bransoletką



2. poszalałam z koralikami i rękawiczkami koronkowymi (Kulka - tak to te od Ciebie :D)


3. ciągle zimno (dziś ledwo 4 stopnie) więc wersja na ciepło z kapeluszem, koralikowymi bransoletkami ( i ) i broszką babci:



4. a jak wrócą śniegi to nie zawaham się użyć wełnianego beretu ;)


małe zbliżenie na materiał:


i na sooooczyście różową podszewkę
:D


bardzo jestem ciekawa opinii.
:)

poniedziałek, 6 lutego 2012

Lillian


Tak jak obiecałam wczoraj - pokazuję czym całkowicie zajęta byłam ostatnio. Uparłam się, że chcę zrobić, że ma tak wyglądać a nie inaczej, że nie odłożę lecz dokończę choćbym całkiem dosyć miała. 
Dużym wyzwaniem była dla mnie sama konstrukcja. Metal po prostu się mnie nie słucha. Udało się a potem się zaczęło..... szycie, obszywanie, naciąganie, haftowanie, ukrywanie, podszywanie, wykańczanie.....
prawie mnie wykończyło!!
Mam wrażenie że przez ten czas całkiem straciłam do niego dystans.... i nie wiem co o nim myśleć.
Już standardowo, zbliżone uczucia lęgną się we mnie w stosunku do zdjęć z "ludziem". Wczoraj byłam z nich zadowolona ale z minuty na minutę widzę coraz więcej różnych rzeczy i się zastanawiam.
Ciekawa jestem co myślicie o mojej najnowszej produkcji :)


Jak widać poniżej Lillian można nosić w różnych kierunkach. W sumie nosiciela tego fascynatora ogranicza tylko jego własna wyobraźnia. 


poniżej kilka fotek "normalnych"
najpierw w słońcu:




oraz bez udziału bezpośredniego słońca :)



Pod spodem jest tasiemka. w razie potrzeby można za jej pomocą przywiązać opaskę czy spinkę. 
Ja przypinałam Lillian do włosów za pomocą takich "szpilek" do włosów w kształcie litery U. Czy one mają jakąś nazwę własną??


W końcu stanęło na imieniu Lillian ale wszystkie propozycje zanotowałam i nie omieszkam wykorzystać ;>

środa, 11 stycznia 2012

kołnierzykowy koszmar ;)


Ostatnio mam wrażenie że wszystko jest szare... dziś dzień jest tak szary że bez włączenia światła nic się nie da zrobić. 
Miałam chętkę na coś kolorowego.
Koncepcja była prosta, częściowo przygotowana wcześniej, wykrój już znany (było kilka takich naszyjników-kołnierzyków) tylko szczegóły do obmyślenia.
Pogdybałam, wybrałam z kilku pomysłów ten wydawać by się mogło najlepszy i się zaczęło. 
Pół dnia układałam sutaszowe sznurki, zszywałam, prułam, złościłam się że mam dwie lewe ręce....
przyznaję, poddałam się. Przeszłam do drugiego wariantu. Kokardka z aksamitki. Przyszyłam, zajęłam się resztą wykończenia a gdy skończyłam okazało się że aksamitka ciut wyłysiała. Prawie jej nie dotykałam!! 
Nie można czegoś takiego uznać za znośne nawet, trzeba było poprawić. 
Przeszłam do opcji piękna wstążka.... pamiętałam że końce ładnie się topią (żeby mi się nie strzępiła) ale na wszelki wypadek postanowiłam to sprawdzić ostatecznie pamięć bywa zawodna. Dobrze pamiętałam. Próbka zachowała się dobrze. Przystąpiłam do nadtapiania wstążki ..... a ona mi się zapaliła!!
Idzie się pokroić.
Na szczęście nie było to groźne bo jestem tchórzliwa więc zachowuję dużą dozę szacunku dla ognia ;)
Zaczęłam się obawiać czy uda mi się skończyć.
Udało się. 
A mrok dziś taki, że żeby wykorzystać światło dzienne, musiałam posłużyć się statywem do aparatu.

Kawy!!
Więcej kawy!!


Koralik centralny, upleciony z małych i ciut większych koralików wg nauk Werki 





i może jeszcze jednej kawy.... 

niedziela, 8 stycznia 2012

szary kołnierzyk


Obudziwszy się ciut z letargu, złapałam się za robotę niedokończoną. Kołnierzyki - naszyjniki przygotowałam sobie..... przed którymś z wyjazdów w kierunku Pyrlandii. Czy to było przed targami czy przed Świętami?? Chyba jednak wcześniej.
W sumie nieważne. Czekały na dobry dzień i w końcu taki nastąpił. 
Na pierwszy ogień poszedł szarak.
Warstwa jasnoszarego jedwabiu pokryta szarą dzianiną. Do tego trochę szarych koralików.


Zapinany na guzik z kwiatowym wzorem.
Dla przyjemnego noszenia od spodu jedwabna podszewka - to ten sam jedwab który prześwituje spod dzianiny na stronie prawej.

A na koniec pomysł na to jak go można założyć. 
Jedna z wielu możliwości.


Nad kolejnym kołnierzykiem już pracuję. 
Na FB za chwilę wrzucę fotkę .... będzie można zobaczyć jaki kolor tym razem :)

piątek, 2 grudnia 2011

pik... pik... pik...

pik...
pik...
pikantny...
piknik...
pikador...
piktogram....
....
PIKOWANY!

Miały być inne fotki ale czas się kurczy nieubłaganie - już za tydzień targi w Poznaniu.
Miałam jeszcze jeden element dorobić do kompletu ale boję się, że nie zdążę, wymyśliłam sobie zdjęcia ale tym bardziej nie zdążę a pilot do aparatu padł - trzeba kupić baterie....
do pomysłu jeszcze pewnie wrócę bo mi się podoba. może po targach. 
:)

Naszyjnik z koralików, jedwabiu i aksamitu.




pik....
pik....

a ta piosenka mi się kojarzy z pik... pik...




to ja wracam do pracy...
szkliwienie, wypalanie, trzy pary kolczyków w połowie zrobione, dwa naszyjniki "na tapecie"
fotki z placu boju pojawiają się na FB jeśli ktoś ma chęć rzucić okiem to polecam się. 
:)


sobota, 15 października 2011

Kawowy


Czas przedpołudniowy jest zwykle kawowy.
Dziś podwójnie. 
Kawa w kubku.
Kawowy kołnierzyk naszyjnik.

Aksamitny, podszyty jedwabiem, "pokoralikowany".