środa, 24 czerwca 2015

lepi się


Lepi się niemal codziennie coś.

A potem się śni o tych polepionych, że z pieca wyszły paskudne, że szkliwo się na nich spaliło, bąbelków dostało... i nagle trzeźwa myśl w tym śnie - przecież ja tego miałam nie szkliwić ;))

niedziela, 14 czerwca 2015

Białe grzyby, popłoch i inne mordercze roślinki.


Wczoraj był dobry dzień. Ciepły, słoneczny. Rano wybrałam się na małą (niecałe 20 km) wycieczkę rowerową. 
Potem zrobiłam jeszcze wiele różnych rzeczy a na koniec dokończyłam/poprawiłam naszyjnik który poprzedniego dnia "zepsułam".


Najpierw o naszyjniku.
To kolejny z serii zapoczątkowanej w zeszłym roku o tym co się w kropli deszczu odbiło. Tym razem grupa małych białych grzybków. 
Oczko ceramiczne, oprawiłam w koraliki, powiesiłam na jedwabnej wstążce - kilkuwarstwowej, własnoręcznie barwionej, szytej i postarzanej.


Tył naszyjnika i zapięcie wyglądają tak jak na poniższym zdjęciu.




A na koniec o popłochu i morderczych roślinkach.
Pojechałam na rowerze trasą bardzo miłą wzdłuż Kanału Raduni (to w Gdańsku ;) ), kanał jest... tylko Raduni w nim mało - na potwierdzenie fotka poniżej. Strasznie sucho ostatnio.


Po drodze spotkałam matkę kaczkę z szóstką dzieci, różne inne ciekawe ptaszki, pasłam oczy widokiem ukwieconych ogródków, pól itp.... nie mogłam przegapić rośliny mojego wzrostu (mój taki średni a roślinka może osiągnąć i 2 metry) podobnej do ostu. Zapamiętałam jak wygląda, zrobiłam fotkę roboczą i gdy wróciłam do domu zaczęłam poszukiwania. 

Wyobraźcie sobie moją radość gdy doszłam do tego że to bydlątko nazywa się POPŁOCH POSPOLITY.
No można wpaść w popłoch natykając się na Popłoch ;)))
Potem dzięki koleżance było jeszcze więcej radości po przeczytaniu fragmentu zacytowanego również na Wikipedii:

"Popłoch pospolity jest rośliną-symbolem narodowym Szkocji, widnieje na najważniejszym odznaczeniu Szkocji – Orderze Ostu, poza tym jest motywem obecnym w zdobieniach budynków, pamiątek i strojów szkockich. W naszym piśmiennictwie zwykle podaje się, że chodzi o oset, co jest jednak błędem. Uzasadnieniem dla tego przekręcenia nazw może być niezręczność określania Najstarszego i Najszlachetniejszego Orderu szkockiego mianem "Orderu Popłochu"

.... ale na tym się nie skończyło....
czytałam sobie o właściwościach popłocha, natrafiłam na znaną mi nazwę w składzie i nie mogłam sobie przypomnieć cóż to było. odświeżyłam wiadomości przy okazji natykając się na kolejną roślinę o bajecznej nazwie - WĘŻYMORD CZARNY KORZEŃ (znałam tę roślinę ale pod całkiem inną nazwą)...
...uciechy na pęczki!!

a potem już całkiem przypadkiem znalazłam nazwę KONITRUT BŁOTNY

(czyż nasz język nie jest piękny? a nazwy roślin, ciem i innych żuczków nie są wyjątkowo zabawne?)

:D





sobota, 18 kwietnia 2015

kwitnący


Zapowiadany ostatnio nowy naszyjnik. Z własnoręcznie barwionym jedwabiem, ceramiką. Zakwitł na wiosnę ;))






wtorek, 14 kwietnia 2015

"Złoty" ptaszek.


W końcu! W końcu obudziłam się z letargu, tej paskudnej śpiączki wytwórczej. Ufff...

Ten naszyjnik przygotowany, w częściach, czekał kilka miesięcy na ostateczne złożenie w całość. Wszystko było gotowe, tylko wykończenie a ja za nic na świecie nie mogłam się do tego zabrać. Siadałam przy stole, patrzyłam na te drobiazgi i nic. 
Usiłowałam coś innego zrobić. Też nic. 
Ale minęło. Jak przeziębienie ;))

Z rozpędu zrobiłam dwa naszyjniki więc niedługo można się spodziewać kolejnego.

Dziś mały "złoty" ptaszek wśród zieleni listków. Ciekawa jestem czy podoba Wam się taka mikstura (mam wrażenie że zmieszałam dwa rodzaje naszyjników - taki zwykły listkowy z oprawioną w koraliki ceramiczną kroplą)

:)





poniedziałek, 16 marca 2015

wielki format.



Nie wiem czy wiecie... na SDS-owym blogu już pokazałyśmy efekty zdjęć wielkoformatowym aparatem.

Zapraszam serdecznie!

(wystarczy kliknąć na powyższe zdjęcie)
:)

czwartek, 26 lutego 2015

W piątek trzynastego...



Kiedy Kasia zagaiła - idą ferie, będzie można skorzystać ze studia - już nie musiała mnie namawiać na przygody. Kiedy dodatkowo dorzuciła dwa hasła - "Japonia" i "duży format" - to ja w razie przeciwności byłam gotowa już ją do tych przygód zmusić ;)
A przeciwności, a jakże, pojawiły się. Najpierw Kasia, potem i ja miałyśmy starcie z wirusami. Przepadł nam pierwszy zaklepany termin, kolejny możliwy wypadł w piątek, trzynastego. A to już wróżyło nieźle ;)
Na szczęście już po zdjęciach, po zgraniu wszystkiego nawalił jeszcze zasilacz ... ale to już tylko wymagało chwili cierpliwości, zdjęcia się od tego nie popsuły.



To było moje pierwsze po kilkunastu latach spotkanie z oświetleniem studyjnym, z różnymi ciekawymi sprzętami, udogodnieniami. Czas miałyśmy ograniczony.



Hasło "Japonia" potraktowałyśmy dość swobodnie - tak było w planie. Żadnych skośnych oczu, żadnych pobielonych twarzy, żadnych szalonych upięć włosów ozdobionych kwiatkami, grzebieniami czy pałeczkami (koniecznie tymi do jedzenia ;)) ).
Miało się pojawić ubranie warstwowe - oczywiście nie posiadamy japońskich tradycyjnych ubrań (poza "piżamą" do Aikido) - wiec wchodziła w grę tylko wariacja na ten temat, odsłonięty kark, układ ciała, kapelusz, lusterko...



Większość zdjęć robiłyśmy "cyfrakami" ale w pewnym momencie wywlekłyśmy z kąta poważną machinę - aparat wielkoformatowy. O stronie technicznej, problemach z kierunkami Kasia pisze TU i lepiej bym tego nie ujęła. Z racji ograniczonego czasu zrobiłyśmy zaledwie kilka zdjęć a mi jedno udało się całkiem zepsuć.
Ale do tematu dużego formatu wrócimy niedługo.
Dziś dawka koloru.



U mnie możecie zobaczyć zdjęcia które ja zrobiłam. Kasia pozowała.
U Kasi, te które zrobiła ona a ja pozowałam (wystarczy kliknąć na obrazek poniżej by zobaczyć).




niedziela, 8 lutego 2015

Jaskółki oprawione


Za oknem na zmianę pada śnieg, świeci słońce, w nocy łomotało chyba gradem w moje okno... a na zaprzyjaźnionej ścianie zawisł "przed chwilą" taki obrazek.


fot. Kasia J.

:)