czwartek, 1 kwietnia 2010

dużo zajęć

nagle przyszła wiosna.
a z nią całe stadka zajęć różnych.
po pierwsze bardzo zajmująca i pracochłonna rewolucja w ogródku - zdjęć nie będzie bo teraz jest masakra ale może jak uda się doprowadzić do wymarzonego stanu to jakieś fragmenty pokażę.
ale dzięki tej masakrze w całym domu stoją wazony pełne gałązek z młodymi listkami.



po drugie dawno planowana i omawiana zmiana charakteru pewnego stolika. robiona oczywiście w ostatniej chwili ale tym razem nie była to moja wina.
stolik pierwotnie wyglądał tak:






potem zaczął wygladać tragicznie a ja wpadłam w niemałą panikę....



ale na szczęście efekt końcowy jest znośny, mniejwięcej zgodny z tym czego zażyczyli sobie właściciele stołu. czy im się spodoba dowiem się za chwilę.





osobiście przyznaję że wolałam go w wersji brązowej ale w ich nowo wyremontowanych wnętrzach raczej dziwnie by wyglądał. a tak powinien pasować dobrze.

w między czasie robię całkiem nowy zestaw biżuterii jakiej jeszcze u mnie nie było.

i cały zestaw zdjęć zrobiłam Magdzie o której już mowa była (wystąpiła w moim kapelusiku "Magdalena") i niedługo efekty tej pracy powinny się u niej na blogu pojawić.
a część się już nawet pojawiła.

na koniec przypominam o konkursie o którym TU pisałam. hmmmm.... właściwie nie wiem co myśleć. cisza straszna zaległa.... chyba nie ma chętnych na ptaszki ;>
o te ptaszki:



uf.....

sobota, 20 marca 2010

konkurs wiosenny

Kilka godzin temu przyszła wiosna.
I czuć tę wiosnę w powietrzu.
I w ogrodzie widać - śnieg zniknął już prawie całkiem, pojawiły sie przebiśniegi, ptaki świergolą ....
Cuuuudownie....

A u mnie w międzyczasie (pomiędzy całkiem inną robotą) powstały ptaszki.
Wiosenne ptaszki.

... pomyślałam, że może warto by komuś je przekazać....





Ale jak to już raz było nie obędzie się bez zadania ;>

Zadanie polega na wymyśleniu tekstu o dowolnej długości i formie na temat którejś z moich prac zamieszczonych na tym blogu (TU pełen zestaw fotek w picasie) lub w mojej galerii na Deviantart

Nie biorą udziału w zabawie fotki psa, roślinek, grzybków, pomidorków, jedwabnika i tym podobne. Tylko wytwory moich rąk.
I nie chodzi mi o opis mojej pracy tylko o jakąś wariację na temat...
Dajcie się ponieść wyobraźni! :D

Poza tekstem proszę bardzo o danie znaku o konkursie na swoim blogu ( w przypadku braku bloga oczywiście nic się nie stanie jak takiego znaku nie dacie :) )
Teksty proszę podesłać na adres mfcr@wp.pl wraz z linkiem do fotki której dotyczy.

Termin do 10 kwietnia do północy.

Podoba Wam się zabawa?
Bierzecie udział?
:)

sobota, 13 marca 2010

Magdalena

ach... rozpusta. Dwa posty a jeden wieczór ;>
przedstawiam Magdalenę.
Po pierwsze Ryniec Magdalenę która właśnie swego bloga założyła i obiecuje że będzie pisać i się chwalić swoją twórczością. A pisze TU

a po drugie fascynator Magdalena.
zrobiony specjalnie dla Magdy na pewną okazję.

zielone

Małe zielone kolczyki.
Można je znaleźć TU

czwartek, 11 marca 2010

...

za oknem znów zmroziło.
już wiosna mi się marzy.

a te drobiazgi co poniżej można znaleźć TU


Broszka biedronka







kwitnące kolczyki


oceaniczny pierścionek


i pierścionek z żukiem


.... będzie więcej....

środa, 10 marca 2010

hortensja

Właściwie ten naszyjnik już się tu pojawił kiedyś ale na dziwnej fotografii spowodowanej cięzkimi warunkami pogodowymi.
w końcu zrobiłam mu "porządne" zdjęcia w miłym światełku.
Przestał być taki "elektryczny" :D

a na dokładkę teraz naszyjnik można znaleźć TU

niedziela, 7 marca 2010

jedwabnik

Wczoraj, spotkałyśmy się dokładnie w południe. Jak w westernie. Strzały nie padły.
Było nas trzy. Plastusia, Kasia i ja.
Poza tym, co spożyłyśmy na wstępie plotkując, gadając, oglądając różne cuda, główną atrakcją były jedwabniki zdobyte przez Kasię.

Na wstępie najpoważniejszym pytaniem było: co jest w środku i czy przypadkiem nie jest żywe....



Grzechotanie sugerowało raczej że larwy w środku są suche a nie żywe ale pewne obawy miałyśmy ciągle....







Po rozcięciu jednego z kokonów już naocznie stwierdziłyśmy że w środku robaczek jest ususzony.





No i zaczęło się gotowanie i zwijanie jedwabnej niteczki....



....najpierw na widelec.....







....potem na dłoń....











...a potem nawet na kartę (w ramach eksperymentu)









Z jednego niedużego kokonu "ukulałyśmy" naprawdę dłuuuugą nić.
Niezwykle cienką i wyjątkowo mocną.