niedziela, 4 kwietnia 2010
czwartek, 1 kwietnia 2010
dużo zajęć
nagle przyszła wiosna.
a z nią całe stadka zajęć różnych.
po pierwsze bardzo zajmująca i pracochłonna rewolucja w ogródku - zdjęć nie będzie bo teraz jest masakra ale może jak uda się doprowadzić do wymarzonego stanu to jakieś fragmenty pokażę.
ale dzięki tej masakrze w całym domu stoją wazony pełne gałązek z młodymi listkami.

po drugie dawno planowana i omawiana zmiana charakteru pewnego stolika. robiona oczywiście w ostatniej chwili ale tym razem nie była to moja wina.
stolik pierwotnie wyglądał tak:


potem zaczął wygladać tragicznie a ja wpadłam w niemałą panikę....

ale na szczęście efekt końcowy jest znośny, mniejwięcej zgodny z tym czego zażyczyli sobie właściciele stołu. czy im się spodoba dowiem się za chwilę.


osobiście przyznaję że wolałam go w wersji brązowej ale w ich nowo wyremontowanych wnętrzach raczej dziwnie by wyglądał. a tak powinien pasować dobrze.
w między czasie robię całkiem nowy zestaw biżuterii jakiej jeszcze u mnie nie było.
i cały zestaw zdjęć zrobiłam Magdzie o której już mowa była (wystąpiła w moim kapelusiku "Magdalena") i niedługo efekty tej pracy powinny się u niej na blogu pojawić.
a część się już nawet pojawiła.
na koniec przypominam o konkursie o którym TU pisałam. hmmmm.... właściwie nie wiem co myśleć. cisza straszna zaległa.... chyba nie ma chętnych na ptaszki ;>
o te ptaszki:

uf.....
a z nią całe stadka zajęć różnych.
po pierwsze bardzo zajmująca i pracochłonna rewolucja w ogródku - zdjęć nie będzie bo teraz jest masakra ale może jak uda się doprowadzić do wymarzonego stanu to jakieś fragmenty pokażę.
ale dzięki tej masakrze w całym domu stoją wazony pełne gałązek z młodymi listkami.

po drugie dawno planowana i omawiana zmiana charakteru pewnego stolika. robiona oczywiście w ostatniej chwili ale tym razem nie była to moja wina.
stolik pierwotnie wyglądał tak:


potem zaczął wygladać tragicznie a ja wpadłam w niemałą panikę....

ale na szczęście efekt końcowy jest znośny, mniejwięcej zgodny z tym czego zażyczyli sobie właściciele stołu. czy im się spodoba dowiem się za chwilę.


osobiście przyznaję że wolałam go w wersji brązowej ale w ich nowo wyremontowanych wnętrzach raczej dziwnie by wyglądał. a tak powinien pasować dobrze.
w między czasie robię całkiem nowy zestaw biżuterii jakiej jeszcze u mnie nie było.
i cały zestaw zdjęć zrobiłam Magdzie o której już mowa była (wystąpiła w moim kapelusiku "Magdalena") i niedługo efekty tej pracy powinny się u niej na blogu pojawić.
a część się już nawet pojawiła.
na koniec przypominam o konkursie o którym TU pisałam. hmmmm.... właściwie nie wiem co myśleć. cisza straszna zaległa.... chyba nie ma chętnych na ptaszki ;>
o te ptaszki:

uf.....
sobota, 20 marca 2010
konkurs wiosenny
Kilka godzin temu przyszła wiosna.
I czuć tę wiosnę w powietrzu.
I w ogrodzie widać - śnieg zniknął już prawie całkiem, pojawiły sie przebiśniegi, ptaki świergolą ....
Cuuuudownie....
A u mnie w międzyczasie (pomiędzy całkiem inną robotą) powstały ptaszki.
Wiosenne ptaszki.
... pomyślałam, że może warto by komuś je przekazać....

Ale jak to już raz było nie obędzie się bez zadania ;>
Zadanie polega na wymyśleniu tekstu o dowolnej długości i formie na temat którejś z moich prac zamieszczonych na tym blogu (TU pełen zestaw fotek w picasie) lub w mojej galerii na Deviantart
Nie biorą udziału w zabawie fotki psa, roślinek, grzybków, pomidorków, jedwabnika i tym podobne. Tylko wytwory moich rąk.
I nie chodzi mi o opis mojej pracy tylko o jakąś wariację na temat...
Dajcie się ponieść wyobraźni! :D
Poza tekstem proszę bardzo o danie znaku o konkursie na swoim blogu ( w przypadku braku bloga oczywiście nic się nie stanie jak takiego znaku nie dacie :) )
Teksty proszę podesłać na adres mfcr@wp.pl wraz z linkiem do fotki której dotyczy.
Termin do 10 kwietnia do północy.
Podoba Wam się zabawa?
Bierzecie udział?
:)
I czuć tę wiosnę w powietrzu.
I w ogrodzie widać - śnieg zniknął już prawie całkiem, pojawiły sie przebiśniegi, ptaki świergolą ....
Cuuuudownie....
A u mnie w międzyczasie (pomiędzy całkiem inną robotą) powstały ptaszki.
Wiosenne ptaszki.
... pomyślałam, że może warto by komuś je przekazać....

Ale jak to już raz było nie obędzie się bez zadania ;>
Zadanie polega na wymyśleniu tekstu o dowolnej długości i formie na temat którejś z moich prac zamieszczonych na tym blogu (TU pełen zestaw fotek w picasie) lub w mojej galerii na Deviantart
Nie biorą udziału w zabawie fotki psa, roślinek, grzybków, pomidorków, jedwabnika i tym podobne. Tylko wytwory moich rąk.
I nie chodzi mi o opis mojej pracy tylko o jakąś wariację na temat...
Dajcie się ponieść wyobraźni! :D
Poza tekstem proszę bardzo o danie znaku o konkursie na swoim blogu ( w przypadku braku bloga oczywiście nic się nie stanie jak takiego znaku nie dacie :) )
Teksty proszę podesłać na adres mfcr@wp.pl wraz z linkiem do fotki której dotyczy.
Termin do 10 kwietnia do północy.
Podoba Wam się zabawa?
Bierzecie udział?
:)
sobota, 13 marca 2010
czwartek, 11 marca 2010
środa, 10 marca 2010
niedziela, 7 marca 2010
jedwabnik
Wczoraj, spotkałyśmy się dokładnie w południe. Jak w westernie. Strzały nie padły.
Było nas trzy. Plastusia, Kasia i ja.
Poza tym, co spożyłyśmy na wstępie plotkując, gadając, oglądając różne cuda, główną atrakcją były jedwabniki zdobyte przez Kasię.
Na wstępie najpoważniejszym pytaniem było: co jest w środku i czy przypadkiem nie jest żywe....

Grzechotanie sugerowało raczej że larwy w środku są suche a nie żywe ale pewne obawy miałyśmy ciągle....



Po rozcięciu jednego z kokonów już naocznie stwierdziłyśmy że w środku robaczek jest ususzony.


No i zaczęło się gotowanie i zwijanie jedwabnej niteczki....

....najpierw na widelec.....



....potem na dłoń....





...a potem nawet na kartę (w ramach eksperymentu)




Z jednego niedużego kokonu "ukulałyśmy" naprawdę dłuuuugą nić.
Niezwykle cienką i wyjątkowo mocną.
Było nas trzy. Plastusia, Kasia i ja.
Poza tym, co spożyłyśmy na wstępie plotkując, gadając, oglądając różne cuda, główną atrakcją były jedwabniki zdobyte przez Kasię.
Na wstępie najpoważniejszym pytaniem było: co jest w środku i czy przypadkiem nie jest żywe....

Grzechotanie sugerowało raczej że larwy w środku są suche a nie żywe ale pewne obawy miałyśmy ciągle....



Po rozcięciu jednego z kokonów już naocznie stwierdziłyśmy że w środku robaczek jest ususzony.


No i zaczęło się gotowanie i zwijanie jedwabnej niteczki....

....najpierw na widelec.....



....potem na dłoń....





...a potem nawet na kartę (w ramach eksperymentu)




Z jednego niedużego kokonu "ukulałyśmy" naprawdę dłuuuugą nić.
Niezwykle cienką i wyjątkowo mocną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)







