Kilka godzin temu przyszła wiosna.
I czuć tę wiosnę w powietrzu.
I w ogrodzie widać - śnieg zniknął już prawie całkiem, pojawiły sie przebiśniegi, ptaki świergolą ....
Cuuuudownie....
A u mnie w międzyczasie (pomiędzy całkiem inną robotą) powstały ptaszki.
Wiosenne ptaszki.
... pomyślałam, że może warto by komuś je przekazać....
Ale jak to już raz było nie obędzie się bez zadania ;>
Zadanie polega na wymyśleniu tekstu o dowolnej długości i formie na temat którejś z moich prac zamieszczonych na tym blogu (TU pełen zestaw fotek w picasie) lub w mojej galerii na Deviantart
Nie biorą udziału w zabawie fotki psa, roślinek, grzybków, pomidorków, jedwabnika i tym podobne. Tylko wytwory moich rąk.
I nie chodzi mi o opis mojej pracy tylko o jakąś wariację na temat...
Dajcie się ponieść wyobraźni! :D
Poza tekstem proszę bardzo o danie znaku o konkursie na swoim blogu ( w przypadku braku bloga oczywiście nic się nie stanie jak takiego znaku nie dacie :) )
Teksty proszę podesłać na adres mfcr@wp.pl wraz z linkiem do fotki której dotyczy.
Termin do 10 kwietnia do północy.
Podoba Wam się zabawa?
Bierzecie udział?
:)
sobota, 20 marca 2010
sobota, 13 marca 2010
czwartek, 11 marca 2010
środa, 10 marca 2010
niedziela, 7 marca 2010
jedwabnik
Wczoraj, spotkałyśmy się dokładnie w południe. Jak w westernie. Strzały nie padły.
Było nas trzy. Plastusia, Kasia i ja.
Poza tym, co spożyłyśmy na wstępie plotkując, gadając, oglądając różne cuda, główną atrakcją były jedwabniki zdobyte przez Kasię.
Na wstępie najpoważniejszym pytaniem było: co jest w środku i czy przypadkiem nie jest żywe....
Grzechotanie sugerowało raczej że larwy w środku są suche a nie żywe ale pewne obawy miałyśmy ciągle....
Po rozcięciu jednego z kokonów już naocznie stwierdziłyśmy że w środku robaczek jest ususzony.
No i zaczęło się gotowanie i zwijanie jedwabnej niteczki....
....najpierw na widelec.....
....potem na dłoń....
...a potem nawet na kartę (w ramach eksperymentu)
Z jednego niedużego kokonu "ukulałyśmy" naprawdę dłuuuugą nić.
Niezwykle cienką i wyjątkowo mocną.
Było nas trzy. Plastusia, Kasia i ja.
Poza tym, co spożyłyśmy na wstępie plotkując, gadając, oglądając różne cuda, główną atrakcją były jedwabniki zdobyte przez Kasię.
Na wstępie najpoważniejszym pytaniem było: co jest w środku i czy przypadkiem nie jest żywe....
Grzechotanie sugerowało raczej że larwy w środku są suche a nie żywe ale pewne obawy miałyśmy ciągle....
Po rozcięciu jednego z kokonów już naocznie stwierdziłyśmy że w środku robaczek jest ususzony.
No i zaczęło się gotowanie i zwijanie jedwabnej niteczki....
....najpierw na widelec.....
....potem na dłoń....
...a potem nawet na kartę (w ramach eksperymentu)
Z jednego niedużego kokonu "ukulałyśmy" naprawdę dłuuuugą nić.
Niezwykle cienką i wyjątkowo mocną.
czwartek, 4 marca 2010
niebezpieczeństwa....
....czyhają na mój portfel w pasmanteriach, księgarniach, papierniczych.....
ach żeby tylko tam. Nawet markety budowlane są niebezpieczne.
Czyż można oprzeć się pięknej wstążce i niezwykłym cekinom takim jak te poniżej??
Przyznaję nie dałam rady ;)
A przyczyną było między innymi to że przeglądając kilka książek którym też się oprzeć kiedyś nie mogłam (wszystkie które dotyczą sztuki Japonii, Indonezji, batiku, wzorów, deseni, ceramiki..... są bardzo dla mnie groźne) wpadłam na nowy pomysł i te cekiny bardzo pasują do mojej koncepcji.
może powinnam popracować nad sobą?
;)
ach żeby tylko tam. Nawet markety budowlane są niebezpieczne.
Czyż można oprzeć się pięknej wstążce i niezwykłym cekinom takim jak te poniżej??
Przyznaję nie dałam rady ;)
A przyczyną było między innymi to że przeglądając kilka książek którym też się oprzeć kiedyś nie mogłam (wszystkie które dotyczą sztuki Japonii, Indonezji, batiku, wzorów, deseni, ceramiki..... są bardzo dla mnie groźne) wpadłam na nowy pomysł i te cekiny bardzo pasują do mojej koncepcji.
może powinnam popracować nad sobą?
;)
poniedziałek, 1 marca 2010
przypadek
Tak. To był początkowo przypadek.
Miał powstać kolejny fascynator. Tym razem w kształcie cylindra. Trochę za bardzo poszłam na żywioł i jak już powstał podstawowy kapelusz stwierdziłam, ze kompletnie nie pasują do niego ozdobniki które miałam w planie.
Pozwoliłam sobie zatem na małe bajkowe szaleństwo.
I oto kapelusz. Skrzat go w lesie zgubił. Zamieszkał na nim ptaszek i mały bzyk.
Miał powstać kolejny fascynator. Tym razem w kształcie cylindra. Trochę za bardzo poszłam na żywioł i jak już powstał podstawowy kapelusz stwierdziłam, ze kompletnie nie pasują do niego ozdobniki które miałam w planie.
Pozwoliłam sobie zatem na małe bajkowe szaleństwo.
I oto kapelusz. Skrzat go w lesie zgubił. Zamieszkał na nim ptaszek i mały bzyk.
Subskrybuj:
Posty (Atom)