sobota, 27 listopada 2010

ojej.... ależ się narobiło....


.... kolczyków się narobiło.....
....a to nie koniec.....
......ale wszystkie nie chcą sie niecnoty załadować do jednego posta.....
Będzie więcej.
(już dziś całkiem padnięta jestem.... rano druga tura.... a to tylko te które wykończyłam....)


czwartek, 25 listopada 2010

Chlup!


Na specjalne zamówienie Kasi powstały.... nie, nie kubeczki tylko podstawki pod różne naczynia z napojami.
Od razu się przyznaję, to nie mój pomysł i jakoś nie mogę namierzyć czyj.

A teraz już szybciutko wracam do roboty. Targi w Poznaniu zbliżają się coraz to bardziej a ja jak zwykle mam wrażenie że "jestem w proszku" (dlaczego tak się mówi??).

Dziś wyjęłam ostatni przed wyjazdem wypał z pieca. Udany. Uf.
Napstrykałam pełno fotek tego co ostatnio haftowałam a dziś skończyłam.... pokażę ale później, wymagają wiele pracy jeszcze jako że pojawiłam się na nich osobiście ;>
Wykończyłam pęczek kolczyków ale przy miłym świetle dziennym nie zdążyłam zrobić im fotek....

poproszę więcej czasu!
bardzo poproszę :)

.... i kredki poproszę :D
(rozmarzyłam się)

piątek, 19 listopada 2010

guzik!

A właściwie guziki. Moje pierwsze i od razu niemałe stadko.
Dziś pierwsza "partia". O poranku wyjęta z pieca (były ciepłe jak bułeczki!).
Ciekawe czy się spodobają. 









W piecu było jeszcze wiele rzeczy ale poza tym, że udało mi się zrobić fotki guzików to niczego więcej nie wykończyłam.
A teraz wracam do haftów.
Będzie coś nowego.....


środa, 17 listopada 2010

tadam!! konkurs rozwiązany

W końcu postawiłam się pod ścianą i stwierdziłam, że dziś muszę podjąć ostateczną decyzję w sprawie konkursu.
Imiona napisane na karteczkach przeglądałam już od tygodnia, mieszałam, kombinowałam, wybierałam..... wyłoniło się z tego kilku faworytów.....



ostatecznie wygrała:


GRATULACJE!
Imię to wymyśliła Kinga a swój wybór tak uzasadniła:

Mysio-szary fascynatorek
dla Franciszki na wtorek ;-)

Obstawiam Franciszkę - dlaczego? Otóż jak tak sobie patrzę na Twoje fascynatory, przypominają mi się stare fotografie z albumu mojej babci, na których to babcia wraz z siostrą paradowały onegdaj uliczkami Torunia w modnych strojach. I właśnie ciocia Franciszka miała tendencję do noszenia fikuśnych nakryć głowy (zdaje się, że dwa z nich ocalały), babcia Bronia zaś przewieszała przez ramię wyprawioną skórę z lisa :-) Dzisiaj trudno o takie widoki na ulicy... ech...


(link do posta z fotkami u Kingi -> http://rzeczgustu.blogspot.com/2010/11/w-starym-kinie.html)



W związku z powyższym Kinga wygrywa barecik od dziś zwany Franciszką, zestaw magnesików i niespodziewaną niespodziankę :)


Reszta karteczek z imionami wylądowała w miseczce....



zaczęło się mieszanie.... 
(oj nie łatwo tak mieszać i robić równocześnie fotki :D)


Potem odbyło się losowanie bez podglądania i oto imiona których autorkami są Jola, Joanna i Kasia.


Do Was powędrują różniste drobiazgi.
Również gratuluję! :D

Oczywiście wyślę wszystkim tym, które wygrały informację :)


sobota, 13 listopada 2010

usiłuję zdążyć.....


Usiłuję nadrobić zaległości.....
Zdecydować kto wygrał w konkursie (wiecie jakie to trudne??)....
Przygotować się do Festiwalu w Poznaniu na początku grudnia....
W końcu zgrabić liście w ogrodzie....

Wczoraj przygotowałam do wypalania ponad pięćdziesiąt par kolczyków....
I pokroiłam wielki kawał dyni do zamrożenia....

Przez to zamieszanie, nadrabianie, święto i inne przygody byłam święcie przekonana że dziś niedziela.
Na szczęście wybrałam się (z wyrzutami sumienia) ze znajomymi do Piernikowego Miasta i jakoś popołudniu zostałam uświadomiona, że mam jeden dzień więcej.
Cieszę się niewymownie.
Z dodatkowego dnia.
I wycieczki :D

niedziela, 7 listopada 2010

wierzby


... ciągle lubię ten motyw.
najbardziej w takim mało-kolorowym wykończeniu.



A teraz już po raz ostatni (bo to tylko dzisiaj do północy) zapraszam do udziału w KONKURSIE.
Już czuję, że wybór zwycięzcy będzie dla mnie trudny ale z przyjemnością powitam w mojej "skrzynce pocztowej" jeszcze jakieś utrudnienia :D

czwartek, 4 listopada 2010

inspiracje prosto z lasu...

 
 Tydzień z nim walczyłam.....
Długo. Owszem pracochłonny był ale chyba najbardziej prace spowalniało choróbsko, które się do mnie przyplątało (ale w końcu wygląda na to że się rozstajemy. nie mam żalu ;) ).
Trochę pewnie też wpływu miała pogoda.... taka że tylko się zwinąć przy kominku (nie mam niestety) z kubkiem kawy i książką. 
W końcu jest. Dość niepozorny, mam nadzieję, że nie widać że tak wymęczony, zainspirowany uroczym grzybem o nazwie stułka trwała - coltricia perennis, którego to fotkę znajdziecie poniżej.





A poniżej to efekty wczorajszego farbowania.
Po pierwsze trochę energetycznego koloru - w planie śmieszny, bardzo energetyczny naszyjnik.
Po drugie coś co miało być jednolitym chabrowym kolorem..... chyba się plan nie udał ale i tak mi się podoba. 
Ciekawe.... skąd wzięła się ta zmienność kolorów, mieszałam dokładniej niż pomarańczkę a tak śmiesznie wyszło.
Na ten kolor (jako że chaber nie wyszedł) planu jeszcze nie mam. Ale znajdzie się :D




Na zakończenie oczywiście ciągle namawiam na zabawę w KONKURSIE
:)