wtorek, 6 grudnia 2011

ptaszki, guziki, zapowiedzi

Pędzę.... nalewam do kubka gorącej wody by wlana później kawa była dłużej ciepła... lecę zrobić foty "męczonego" od trzech tygodni naszyjnika (codziennie niemal, po trochu) .... przypominam sobie że miałam coś zapisać na najważniejszej liście rzeczy do zabrania..... dzwoni telefon..... robię listę zakupów... zaglądam do pieca i macam co już można wyjąć i nie parzy w łapy - po co lecieć po rękawice ;>..... biegnę zrobić fotki guzików .... przypominam sobie o kawie... kubek już zimny... 

tak od rana mniej więcej to wygląda. 
a pogoda piękna.
ale chyba coś się za rogiem czai bo łupie mnie w głowie.
"trzeba twardym być nie miętkim"
jak glina (wypalona;)) nie jak plastelina ;>

no.
pomarudziłam.
:)

na fotkach jedne z wyjętych dziś z pieca guzików.
ptaszki którym "za chwilę" przykleję broszkowe zapięcia.
i mała zapowiedź czyli fragment lewej strony tego wspomnianego wcześniej "męczonego" naszyjnika.
wieczorem postaram się wrzucić fotki naszyjnika ze strony prawej, ależ miałam zmienne zdanie na jego temat w trakcie roboty :D
może uda się również wrzucić resztę guzików, może coś jeszcze.....
.... to lecę....
do zobaczenia wieczorem?

(wybaczcie - dziś chyba aparat leniwy bo jakieś te fotki mało ostre. a może to ja słabo widzę i dlatego one takie? )




sobota, 3 grudnia 2011

listki

Po ostatniej wichurze gdy zwiało z drzew ostatnie listki i jabłka zastanawiałam się gdzież one się podziały. Te listki. Z trawnika też je zwiało... ale czułam że gdzieś je dobrze schowało....
Znalazłam i wcale nie w swojej pracowni, o nie, one wszystkie (a przynajmniej tak by mogło się wydawać) zebrały się pod drzwiami za które koniecznie i szybko musiałam się dostać. ;>

Na dziś zatem, by pozostać w listkowym temacie, dwie pary kolczyków i dwa naszyjniki z zielonych i niebiesko-turkusowych listków. 
Wiem, to żadna nowość, ale chyba dawno już ich nie pokazywałam.





piątek, 2 grudnia 2011

pik... pik... pik...

pik...
pik...
pikantny...
piknik...
pikador...
piktogram....
....
PIKOWANY!

Miały być inne fotki ale czas się kurczy nieubłaganie - już za tydzień targi w Poznaniu.
Miałam jeszcze jeden element dorobić do kompletu ale boję się, że nie zdążę, wymyśliłam sobie zdjęcia ale tym bardziej nie zdążę a pilot do aparatu padł - trzeba kupić baterie....
do pomysłu jeszcze pewnie wrócę bo mi się podoba. może po targach. 
:)

Naszyjnik z koralików, jedwabiu i aksamitu.




pik....
pik....

a ta piosenka mi się kojarzy z pik... pik...




to ja wracam do pracy...
szkliwienie, wypalanie, trzy pary kolczyków w połowie zrobione, dwa naszyjniki "na tapecie"
fotki z placu boju pojawiają się na FB jeśli ktoś ma chęć rzucić okiem to polecam się. 
:)


poniedziałek, 28 listopada 2011

Jest taka akcja.....



Najpierw zobaczyłam wpis na FB, który wklejało na swojej tablicy coraz więcej osób. Mimo że takim akcjom - wklejankom  nie ulegam tym razem nie mogłam przecież ;>
A potem na czytanym przeze mnie blogu Pani Doroty Wróblewskiej zaczęła się dużo bardziej konkretna akcja. Konkrety - miejsca realne i wirtualne, twórcy mali i więksi ale wszystko nasze lokalne i polecane jako POLSKI PREZENT na POLSKIE ŚWIĘTA.
Zajrzyjcie, poczytajcie o akcji, zobaczcie sekcję "polskie prezenty"

A już niedługo 9-11,12 (wpadam w panikę! wpadam w panikę!!) Festiwal Sztuki i Przedmiotów Artystycznych w Poznaniu. Impreza jak najbardziej wpisująca się w temat "polskie prezenty" bo organizatorzy starają się by wystawcy pokazywali swoje prace a nie "chińskie badziewie" ( nie czepiam się Chińczyków! )

Co Wy na to? Bez ortodoksyjnego podejścia, w miarę możliwości ....
przemyślane prezenty lokalne?
Ja się postaram.
:)

sobota, 26 listopada 2011

znów zielone


Kilka postów temu były zielone kolczyki. Do kompletu miałam przygotowany kawałek ceramiki na naszyjnik. Przy okazji robienia kolczyków (na zamówienie) postanowiłam i ten kawałek przyozdobić. Nie musiał nawiązywać do kolczyków więc pobawiłam się innymi kolorami.
Szkliwo - jedno z moich ulubionych - jest niestety dosyć wredne ;) nie lubi pozować do zdjęć. 





Za to w słońcu można czasem zobaczyć delikatne spękania (bardzo lubię!)


:)

a teraz wracam do tego co mi ostatnio chodzi po głowie....
może w końcu skończę...
pik....
pik....

;)

wtorek, 22 listopada 2011

historie drzew. część druga.

Obiecywałam wczoraj historyjkę..... teraz czuję się ciut zawstydzona bo dorosłość ze mnie wyłazi, bo zdjęcia nieidealne, bo tekst niezgrabny, bo zawsze mam wątpliwości....

Ale napiszę Wam co napisałam wczoraj:

Czy macie czasem ochotę na bajkę? Tajemniczą historię, która przez pryzmat dorosłości wydaje się śmieszna, naiwna, bez sensu ale jeśli odrzucić to sztywniactwo to macie ochotę nawet uwierzyć? Bo miło jest się rozmarzyć?
I tak pod wpływem jesieni, rysunku na naszyjniku i sama nie wiem czego jeszcze wyobraziłam sobie duchy które zamieszkują drzewa.

Historie Drzew

W drzewach od zawsze mieszkały duchy. Te wyjątkowe stworzenia całą wiosnę i lato spędzają wśród liści i konarów na noc chowając się w dziuplach lub załamaniach kory. Przez cały ten okres roku zbierają siły, odżywiają się energią drzew i opowiadają historie. Latem gdy położycie się pod drzewem i uważnie wsłuchacie w świergot ptaków i szelest liści może którąś z nich usłyszycie.
Jesienią duchy się zmieniają. Robią się nerwowe, ich oczy ciemnieją coraz mniej chętnie dzielą się opowieściami. 


Gdy złapią pierwsze porządne przymrozki a drzewa zaczynają gubić liście, duchy zmieniają się w czarne ptaki i wyruszają w świat by zebrać nowe historie dla swoich opiekunów. Każdy duch by móc wrócić do swojego drzewa zabiera ze sobą medalion z  jego wizerunkiem. Przecież umysł muszą mieć czysty i pusty by na piękne ciepłe miesiące zebrać jak najwięcej opowieści. 



Gdy nastaje wiosna zmęczone wielomiesięczną niebezpieczną wędrówką, prawie całkiem pozbawione koloru, za to pełne historii wracają. 
W zamian za spokój i opiekę oddają to co znalazły. 

Czasem zdarza się niestety że duch zgubi medalion i znaleźć drogi powrotnej nie może. 
To właśnie wtedy drzewo usycha wydawać by się mogło że bez żadnej przyczyny.
...




Podstawowy tekst jak widać powyżej napisałam na normalnej kartce, świeżo zreanimowanym piórem. Ostatnio wyjątkową przyjemność sprawia mi pisanie właśnie w ten sposób a nie klepanie w klawisze. 
:)

A na koniec zagadka.
(chyba jesteście bez szans! ;>)
Na pierwszym obrazku w tym poście są wierzby i księżyc.....
Tak naprawdę nie namalowałam go. Dorysowałam tylko wierzbowe gałązki a że robiłam to wiele lat temu dorysowane są dość topornie - wybaczcie.
Cała reszta to fotografia.
Znalazłam taki widoczek na pewnym przedmiocie często spotykanym w miejskim krajobrazie. 
Kto zgadnie na jakim?
:) 



t.u.
naprawdę czuję się ciut zawstydzona. 

poniedziałek, 21 listopada 2011

historie drzew. część pierwsza.


Miodowe, czekoladowe i karmelkowe materiały zamieniły się w końcu w naszyjnik. Jesienno-smętny. Ale czy można oprzeć się wpływowi smętnej jesieni za oknem?? 
Można. Ale tym razem z przyjemnością się nie opierałam. Bo robiłam ten naszyjnik w pewnym celu ale o tym może napiszę w przyszłości. 
I nie będzie to część druga. Bo w części drugiej będzie pewna historia, która wykluła się w mojej głowie, dwa dni mi myśli przy robocie zaprzątała. Wczoraj udało mi się zrobić do niej fotki i tylko teraz umaić je muszę wg planu a historię złożyć w całość. 





Na zdjęciu poniżej "plecy" naszyjnika z jedwabiu z nadrukowanym własnoręcznie ornamentem.


Naszyjnik jest dość duży ale jak widać poniżej można go na różne sposoby skrócić i nosić wyżej.




Jak zwykle ciekawa jestem Waszych opinii.


Jest co w nich oglądać. 

:)