czwartek, 20 lutego 2014

O zajączku zrobionym na szaro.


W końcu mi się udało.
Najpierw, już dość dawno temu przygotowałam sobie odpowiedni kawałek ceramiki i namalowałam na nim majolikowo zajączka. Kiedyś był już podobny obrazek i po kilku pytaniach czy nie mógłby być naszyjnikiem postanowiłam taki zrobić.
Co zabawne widziałam ten mój obrazek noszony jako naszyjnik! 
:D

Ceramika była gotowa, teraz tylko oprawić. 
Chciałam ciut delikatniej niż to robiłam ostatnio. Wymyśliłam sobie mniej więcej jak to zrobić (schematy do mnie nie gadają.... muszę sobie sama wymyślić choćby już było przez kogoś wymyślone ;)) ) i zaczęłam pracę. To chyba był najgorszy dzień .... od rana do jakiejś 15 godziny szyłam i prułam, szyłam i prułam, nic mi nie wychodziło, usypiałam na siedząco i stojąco... masakra. Tego dnia nie zrobiłam nic i już myślałam, że trzeba będzie na dłuższy czas się z zającem pożegnać, ale kilka dni później złapałam igłę, nić, koraliki i "chwilę" później miałam gotową oprawę.
Tylna część jak zobaczycie na zdjęciach poniżej została podklejona szarym zamszem. 
Aksamitkę uznałam za połowicznie brzydką... jest naprawdę miła, miękka i ładna z prawej strony ale lewa.... paskudna. Nie pierwszy raz marudzę, że jakieś brzydkie te aksamitki które są dostępne w pasmanteriach.
Cóż było czynić... zrobiłam aksamitkę dwustronną, oczywiście całkiem "bez sensu" wszystko zszywając i obszywając ręcznie ;)



Naszyjnik jest długi ale spokojnie można go nosić "na krótko" co widać na poniższym zdjęciu.






Lubię gdy tył jest też dopracowany. Lubię takie drobiazgi których niby nie widać a są. Lubię dobrać idealny guzik na zapięcie. Lubię ładne podszewki w ubraniach. Lubię ciekawe podeszwy butów.
...



wtorek, 18 lutego 2014

piątek, 7 lutego 2014

Wycinanki



Czasem mam ochotę coś powycinać. 
Na przykład takie stempelki.

Zdjęcia z różnych dni i w różnych warunkach robione. 
:)







***



***




czwartek, 30 stycznia 2014

Turkusowy odpoczynek


Po ostatnim szaleństwie z teatrzykiem musiałam "odpocząć" albo dokładniej rzecz biorąc nie męczyć tak własnego stelaża. 
Zrobiłam kolczyki. 
Elementy ceramiczne już jakiś czas czekały na oprawienie, teraz dołożyłam im kapkę koralików, srebrne bigle i gotowe.



Takie kompozycje turkusowo, zielonkawo niebieskie zawsze kojarzą mi się z tym zdjęciem.
Dwanaście lat temu, źródełko w świątyni na drugim końcu świata :)


wtorek, 21 stycznia 2014

O tym jak "zbudowałam" teatr cieni.


Mogłam w sumie przy kręceniu filmu o zajączku ( cała historia i film w TYM wpisie na blogu) po prostu powiesić kawałek szmatki, papieru pójść na łatwiznę ale odezwał się we mnie duch bojowy-techniczny i postanowiłam wyprodukować składany teatrzyk. 
Może jeszcze kiedyś jakąś historię tą metodą zilustruję?
A może ktoś z Was ma ochotę wykonać własny?
Moja konstrukcja ma kilka zalet. Po pierwsze nie zajmuje wiele miejsca. Złożony mieści się do większej teczki. Po drugie można go również wykorzystać jako scenę np. dla pacynek. Wykonany z trwalszego materiału (np ze sklejki) będzie fajną zabawką dla dzieci. Dla moich potrzeb wystarczył gruby, sztywny karton (4mm). Można dowolnie kombinować z tłami i zrobić sceny naprawdę wielowymiarowe :D

Pierwszym etapem były "luźne" szkice co widać na pierwszym zdjęciu.

Potem jako podstawowy wymiar do którego będę się odnosić wybrałam klasyczną kartkę papieru (format A4). W tym rozmiarze kartka/kalka/cokolwiek miało się ładnie mieścić w otworze z przodu (zatem jest on odrobinę mniejszy niż A4)

Przygotowałam sobie materiały - karton, nóż do papieru (sporo ostrza poszło ;) ) ołówek, długą linijkę (przyda się też coś ułatwiającego zachowanie kątów prostych), klej do papieru i jako że nie ufam klejom - urządzenie do zszywania (taker??), podkładkę by stołu nie pociąć. 


Wyciąć zamierzałam takie elementy jak na poniższym zdjęciu


jedna z bocznych ścianek i fragment przodu.



Dwa paski kartonu sklejone klejem będą stanowiły ramkę w którą można będzie wsunąć dowolne tło.



Ramka przyklejona do części przedniej



widok od zewnątrz, widać zszywki wspierające klejenie, widać przestrzeń w którą można wsunąć papier.



klejenie (obciążniki zwane w mojej rodzinie "świniami" - ciekawe czy to ma jakąś inną nazwę?)


poniżej ramka do drugiego tła (trzeba pamiętać o perspektywie - musi mieć trochę większy otwór niż przód)


wycinanie "prowadnic" - przydał mi się dodatkowo nożyk i młoteczek. Błękitny młoteczek... ech... jedno z moich ulubionych narzędzi ;)) taki niewielki, poręczny, pochodzi z zestawu zabawek mojego taty. Tak zabawek z jego dzieciństwa :D Skrzynka od tego zestawu też wciąż mi służy :)
(oczywiście można wyciąć otworki za pomocą noża do papieru ale tak było mi łatwiej)



P jak przód.


a Tak wygląda teatrzyk złożony. bez umieszczonych na swoich miejscach kalek czy innych papierków ;))
Widok z przodu.


widok z boku


widok z góry


i teatrzyk rozłożony.


Można go składać bez ścianek bocznych jeśli potrzebny będzie dostęp od boku. 
Lub bez prowadnic jeśli nie będzie potrzebne dodatkowe tło. wciąż zachowuje stabilność. 

Ja potrzebowałam dostęp od dołu i z prawego boku oraz dodatkowe tło. 
Konstrukcję postawiłam na dwóch stołkach, zlikwidowałam jedną boczną ściankę. 

Użyłam do oświetlenia zwykłej lampki, którą na co dzień mam zamontowaną nad stołem w pracowni.

Papier z przodu to taki zwykły pakowy papier - dał taki efekt jakiego potrzebowałam. Pewnie można by użyć zwykłą kartkę papieru, kalkę, może jakąś tkaninę....


Chyba odezwały się we mnie geny tatusia ;)) jeszcze trochę i zacznę meble budować...
Tata zbudował nam łóżko piętrowe, szafę, różnej maści skrzynie i wiele innych konstrukcji.


*

Sam teatrzyk to nie wszystko. Potrzeba aktorów ;))
poniżej jedyny szkic małego wilka i pomysł na przegubowego zajączka


wycinanki... 
duży wilk miał mieć ruchomą szczękę i kłapać zębiskami ale.... był na to ciut za mały. 


tak wyglądają stawy ;)


i zajęcze przeguby.


Aktorzy zostali wycięci z kolorowego kartonu (resztek właściwie),
patyczki to zwykłe patyki do szaszłyków, tylko delikatnie podcięte na czubkach by miały płaską część przylegającą do kartonu, przyklejone za pomocą taśmy dwustronnej i papierowej. 

Poniżej kilka zdjęć z planu filmowego - poza wykadrowaniem i wcześniej ustawieniem aparatu na ciut ciemniejsze zdjęcia, niczego nie musiałam poprawiać. 






Jeśli ktoś będzie miał ochotę na budowę teatrzyku wg mojego planu - podzielę się wymiarami :)