czwartek, 26 maja 2016

Księżyc



Księżyc jak rzęsa na policzku nieba.



To z całą pewnością moja ulubiona faza księżyca. Gdzie tam pełnia! Ja oczu oderwać nie mogę od niego gdy jest tak cienkim rożkiem że ledwo go widać. Najlepiej na wieczornym, jeszcze nie całkiem ciemnym niebie.


W końcu moja ulubiona forma księżycowa pojawiła się w naszyjniku.




Od spodu naszyjnik ma również niebo z księżycem. Jedwabne, własnoręcznie barwione i haftowane. Poniżej zdjęcie które zrobiłam w trakcie pracy.


A wy lubicie księżyc?
Którąś fazę szczególnie?

(

środa, 18 maja 2016

Czary-mary


Kiedy pokazałam zdjęcie z etapami pracy nad drewnianym elementem od kwitnących spinek, kilka osób zapytało mnie o to cóż mam zamiar robić z tymi różdżkami? (toż to była czysta prowokacja, nie mogłam przejść koło tego obojętnie)
A więc?
Jak to co?!
Ogarniać czarodziejsko niesforność fryzury!
;)))

Jak widać spinki mogą nie tylko łapać włosy w kitka ale również być np. ozdobą koka.
Poniżej zdjęcia dwóch występujących w "magicznej scenie" spinek.
Skład niezmienny - ceramiczne własnoręcznie robione listki, jedwabne róże, a jedwab osobiście farbowany, rzemień i bukowe drewno. 








;))


piątek, 13 maja 2016

Kwitnąca


Powoli, powolutku wracam po przerwie. Chyba po prostu potrzebowałam chwili odpoczynku.
Dziś chciałam Wam pokazać kwitnącą spinkę do włosów, ta jest dość stonowana, ale będą i takie bardziej soczyste i wiosenne :)


Spinka jest w stanie objąć całkiem sporą ilość włosów ale i na nieprzesadnie grubym kosmyku też trzyma się nieźle. Ja pewnie bym ją zabezpieczyła dodatkowo związując włosy gumką ale na moich włosach nic się nie trzyma ;))


Podstawowy skład - ceramiczne listki, jedwabne róże, rzemień i drewno bukowe.




A na deser etapy powstawania jednego z elementów spinki ;))
Najpierw cięcie - łatwa sprawa gdy ma się świetną piłę, potem struganie - o, to niełatwe, bo narzędzia "słabe" i ręce niezbyt mocne. Potem szlifowanie... a na koniec barwienie i delikatne potraktowanie olejkiem pachnącym różami. 


:)
I jak Wam się podoba?

piątek, 4 marca 2016

Jeszcze raz koteczek.


Jakiś czas temu myślałam, że jak namaluję koteczka to już da mi spokój. Powstał szkic, powstał akwarelkowy obrazek , potem jeszcze jeden szkic.... przeziębiłam się... więc nie chciało mi się pracować, co innego z rysowaniem. Powolutku, pomalutku, kropka po kropce powstała kolejna wersja tego samego tematu. Tym razem czarno-biała . 

Tak wygląda w całości i nawet w ramce


a tak wyglądają detale:







:)

czwartek, 18 lutego 2016

W smaltowym obramowaniu.


A to mi kłopot sprawiła najnowsza bransoletka!
Całkiem niespodziewany.


Ale zacznę od początku - bransoletka z ceramicznym oczkiem powstała jak na moje możliwości szybko ;)
Oczko zrobiłam jakiś czas temu, miodowe, z zawijaskami a we wgłębieniu pokrytym kobaltowym szkliwem mały ptaszek miodowy/zwany złotym.


Do tego nawiązująca kolorystycznie oprawa z koralików, metalowe zapięcie. 


W części tkanej pokusiłam się o zrobienie małego ażuru podkreślonego miodowymi koralikami.


No i gdzie ten kłopot? 
Ano w zdjęciach - prawdziwe męczarnie - nic nie chciało się układać tak jak miało! Koszula jakaś mało niebieska na zdjęciach, kwiatki na kubku też jakoś przygasły, ech...

Ano w nazwie - bo jeden złoty ptaszek już był, więc drugiego nie chciałam. Szukałam innej kombinacji słów, ale od kilku dni nic mądrego nie wymyśliłam. Zatem na razie pozostaje bez porządnej nazwy.
Może Wam do głowy wpadnie jakieś fajne skojarzenie?


Lubię taki niebieski..... :)




Ps. Co to jest smalta wyjaśnia Wiki.

Ps.2 A jeśli chcecie zobaczyć jak to wszystko wygladało jeszcze w trakcie pracy to zapraszam na "wycieczkę po stole w pracowni"

środa, 10 lutego 2016

Niech rośnie!


Wszystko niech rośnie... niedługo. Niech tylko wiosna przybędzie, urośnie zielone, urosną nowe ćwierkające, urosną tulipany i prymulki... może gdzieś i jakaś miłość urośnie ;))





Jak wydać na zdjęciu z ręką, tym razem bransoletka jest mniej masywna. Rozmiar takiego trochę większego zegarka. 
Oczko ceramiczne, oprawa koralikowa. 


:)

niedziela, 7 lutego 2016

O zaczytanym kocie i prze-mocy.


Czasem mi tak coś przeskoczy w umyśle, jakaś iskierka i wtedy od jakiejś myśli odczepić się nie mogę. Taka prze-moc wewnętrzna.
I wtedy muszę zrealizować pomysł , bo będzie przeszkadzać, rozpraszać, molestować. Cichutko ta myśl siedziała mi w głowie od dawna. Dopiero jak przy innej okazji dojechała do mnie zakładka od Hundred Bookmarks pomysł dosłownie uczepił się mnie jak rzep.
Kot. W bibliotece. Z zakładką w książce.
Ech. Na kaflu chyba nie zmieszczę. Narysować! Rety!! Namalować!!!
Tak dawno nie malowałam....


Najpierw powstał szkic, kilka notatek, a potem zaczęła się zabawa. Lubię akwarele choć niestety na tyle rzadko maluję że technicznie dobra nie jestem. Ale zabawa jest przednia a w tym przypadku to było najważniejsze.




Lubię czytać. Codziennie przy śniadaniu czytam. Gdy zdarza mi się chwila "nudy" (niestety czasem nie mogę zająć się moją ulubioną pracą i muszę pracować "nudząc się") natychmiast sięgam po szkicownik lub książkę.
Posiadanie zakładki jest absolutnie konieczne.
Zazwyczaj była papierowa, kawałek kartonika itp...
Każda niemalże, po przeczytaniu książki nie nadawała się do dalszego użytku, ja je po prostu maltretuję. Trzymam w ręku, ściskam, miziam, kiziam.... łzy nimi ocieram ;)))

Zakładki od Mari podobały mi się od dawna - ale zdecydowanie się na hasło nie szło mi łatwo. Przy okazji czytania  bloga 365odpowiedzi (polecam!) miałam cichutką nadzieję  na zdobycie jednej .... i udało mi się!!!!
I to z takim fajnym hasłem!
Takim moim!
:D
Cud, miód i orzeszki!


Zakładka właśnie pilnuje kartek w drugiej z kolei książce i nawet wstążeczki nie udało mi się zmaltretować :D
***

No i w efekcie chęci pomalowania i iskierek umysłowych taki obrazek powstał.


Kilka detali:





Namalowałam, skończyłam, prze-moc straszna przestała mnie rozpraszać, wróciłam do normalnego rytmu pracy.

:)